8/13/2007

Pondi weekend


Z kilku waznych powodow jak chorobliwa tesknota za Domem, malo pomysle wiesci z Polonki,
i :"nie spedze kolejnego weekendu w domu" w sobote rano spakowalam maly plecaczek i ruszylam do oddalonego o 150 km Pondicherry by spedzic samotny weekend na medytacjach i odnajdywaniu Prawdy. Moj chytry plan szlag trafil bo z biegu poznalam stado bardzo towarzyskich hindusow, ktorzy przez caly weekend ciagali mnie po kanjpach, plazach, komunach i imprezach. Swietnie sie bawilam ale dzieki genetycznym spadku po Mamusi mam glos niczym maly zul z bajki hihihi i musze udawac w pracy, ze to z powodu choroby. Nic natomiast nie tlumaczy mojej swiezo nabytej opalenizny.

Pondicherry to male, urocze miasteczko, byla kolonia francuska, co widac, slychac i czuc. Policjanci nosza kepi, architektura niczym w Paryzu, 35% ludnosci wciaz zna francuski a w powietrzu uniosi sie zapach croissant'ow. Jak na nadmorska miejscowosc przystalo pelno tu sklepikow, restauracji, hoteli i turystow (glownie z zachodu). Glowne atrakcje to Sri Aurobindo Ashram, pomnik Gandhi'ego, zabytkowa latarnia i ogrod botaniczny:)

Po 4 godzinach w autobusie (przepiekne krajobrazy) docieram na miejsce.
Pierwsze swoje kroki kieruje do wspomianego ashram'u zalozonego przez "Matke", Francuzke, ktora jako oswiecona wraz z Hindusem Sri Aurobindo prowadzila to znane na calym swiecie centrum medytacji, yogi etc. Oczekuje cudu ale juz przy wyjsciu dopadaja mnie malostkowe rozterki dotyczace noclegu i pustego brzucha hhihi. Probuje znalezc jakis hostel ale okazuje sie, ze wszystkie miejsca sa zajete i jedyna wizja to mata na ziemi w holu "Svastika Guest House" brrr Ide na obiad i wlasnie tam poznaje owa hinduska bande tubylcow, ktora przygarnia mnie pod swoje skrzydla. Szalona przejazdzka po miescie motocyklami i juz maja dla mnie tani i czysty hostel, chwile pozniej siedzimy w barze na pierwszym mojito a wieczorem szalenstwa na imprezie jak z filmu "The Beach".
Tak, tak, wiem, nie powinnam zadawac sie z Obcymi ale
1. nie czestowali cukierkami
2. jeszcze nigdy nie zawiodly mnie przeczucia w stosunku do ludzi
3. wszystko jest lepsze niz nocowac na podlodze holu hostelu, ktory ma w nazwie swastyke (nawet jesli w Indiach uzywa sie tego symbolu w zupelnie innym znaczeniu)
4. Hindusi sa naprawde tak bezinteresownie uczynni
Nastepnego dnia jedziemy do Aurville miasta idealnego, niewidzialnego, ktorego zaden narod nie nazwie swoja wlasnoscia. Wiecej czytaj na http://www.bochenia.pl/index.php?option=content&task=view&id=484 i http://rzeczy.net/czytaj_271.php bo mi brak slow!!!
Wizyta na plazy ale niestety Zatoka Bengalska nie nalezy do tych miejsc, gdzie piasek jest bialy a woda bladoblekitna. I juz weekend sie konczy i trzeba wracac do domu....

ZDJECIE: Pondicherry