10/12/2007

Pisane jeszcze w Indiach...

Jestem Szukajacym. Szukam w zyciu nie-wiadomo-czego. Zadowolenia? Bycia potrzebna? Bliskosci? Szukam ludzi podobnych do siebie i znajduje innych Szukajacych. Zagubionych?
Milcze na blogu bo wszyscy oczekuja ode mnie pisania. Zaczelam sie wstydzic swoich mysli. A moze nie do konca chce pamietac co dzialo sie przez ostatanie dni. Nieuchronnie zbliza sie ten moment, w ktorym musze podjac decyzje czy zostac w Indiach troche dluzej, czy po prostu zebrac manatki i wrocic do domu. Decyzja jest z pozoru prosta ale pewnie dlatego, ze nie lubie ich podejmowac, z rozwazan "Gdzie sie jutro obudze?" dochodze do bardzo skomplikowanych pytan w stylu "Kim jestem?" hmmm:)
Ciekawe, ciekawe ale nie o tym chce pisac, i nie o tym, ze w piatek w nocy pojechalismy ze wspollokatorami na nocna kawe i nie o tym, ze w sobote spotkalam sie z Marina na plotki a potem pojechalismy z Francisem i Pasza do paku rozrywki, gdzie roznioslam w pyl chlopakow na wyscigach samochodowych, i tez nie o tym, ze w sobote wieczorem pierwszy raz w zyciu jadalam paleczami koreanski posilek.
Chce pisac o tym, ze jestem popiprzona, ze nie umiem stanac w Prawdzie, ze nie wiem czego chce w zyciu. Ze tak latwo mnie zranic a jeszcze szybciej o tym zapominam. Ze moj system wartosci to kalejdoskop. Nie chce siebie karac ale nie jestem swieta. Na pewno to czego potrzebuje to rodzina. Moim najwiekszym marzeniem jest wciaz bialy domek z bialym plotkiem. Czasami boje sie, ze wlasnie dlatego, ze tak bardzo tego chce nigdy nie bedzie mi dane. Moje serce jest takie prrr szalone!!!

Hyderabad

Wycieczka do Hyderabad'u z Szefem. Wylatujemy w poniedzialek wieczorem - kierujemy sie na polnoc. To miasto jest zdecydowanie bardziej czyste i mniej zaludnione niz Chennai. Indyjska kolebka muzumanow - 30% miejscowych. Widac, slychac i czuc. Dla mnie to zapaszek calkiem arabski. Zaskakujaco duzy jest tez odsetek chrzescijan, bo az 8%. Podobno wielu ludzi z nizszych warstw aby uwolnic sie z systemu kastowego zmienia wyznanie. Oczywiscie dochodza tez do tego kwestie finansowe. "Nasz" Kosciol od wiekow wie jak zaskarbic sobie wyznawcow. Niestety niewiele zwiedzam - Szef ciaga ze spotkania na spotkanie ze wszystkimi omawiajac przy okazji moje problemy, z ktorych nieopatrznie mu sie wyspowiadalam przy butelce.
Znowu dostaje infekcji - system immunologiczny Europejczykow to najslabszy wojownik swiata a indyjskie zarazki wgryzaja sie w moje cialo kazdym mozliwym sposobem. Jedyna rada to dbac o siebie - pic duzo wody, spac i jesc. Ta ostatania wzielam sobie gleboko do serca i podczas tych paru tygodni przytylam 6 kilo ihihih. Ale w Indiach kanony piekna sa inne i na tutejsze warunki wciaz jestem wrecz wyglodzona.
Nie dajac sie chorobie w piatek i sobote radosnie na imprezie. Goraczka weekendowej nocy konczy sie nocna wyprawa do Pondicherry. W koncu mam czas na podjecie sensownej decyzji. I juz wiem ze:
- jestem drzewem i nie tak latwo jest sie przesadzic (razem z korzeniami jest to niemozliwe)
- nie wszystko zloto co sie swieci
- a milosc mojego zycia to mieszanka cech idealnych.
I juz wiem ze nie bez strachu kieruje stery swojej lodeczki na Dom. Ty jestes moim Domem Krzysiu. Byles odwazny i przyjechales do Indii by odnalezc moje szalone, glupie serce. I ono wciaz tam jest.
Bez zalu opuszczam Indie, to byla jedna z moich najbardziej fascynujacych przygod. Wiele sie tu nauczylam i chcialabym zapamietac na cale zycie, ze cierpienie jest potrzebne i wazne, bo pozwala sie rozwijac, jesli tylko potrafimy byc na tyle pokorni by przyjac lekcje. Nie trzeba sie tak przejmowac i szarpac ale wierzyc. Dawac ludziom cieplo by czuc sie z nimi bezpiecznie. Karma. Nie wiemy czy Bog istnieje ale ludzie dookola nas sa realni, my jestemy realni - to najlepsza wiara. Czlowiek. A swiat dookola nas choc nie rozpieszcza jest cudem "z rozwianymi marzenami" wiec nie bierzmy go tak bardzo serio.
Indie to magiczny kraj ale to Polska jest moim domem. Jak demokracja najgorszym z najlepszych. Ale tylko w mojej glowie...
Chcialabym podziekowac Mamie i Tacie nie tylko za to, ze po prostu jestem :) ale za to, ze nauczyli mnie odwagi, dali mi wiele mozliwosci i sa ze mnie dumni. Bez wszystkich naszych i waszych dobrych i zlych chwil nie byloby mnie tu. Agacie za bycie Najlepsza Siostra a z Szymonem za Najlepsze-Malzenstwo-Jakie-Znam. Malej za to, ze z kazdego miejsca na swiecie potrafi mnie sprowadzic na ziemie, zawsze jako Przyjaciolka. Krzysiowi za Dom.

Trzymajcie kciuki za kolejnego buziaczka, moze tym razem z Rosji...? :)))

9/18/2007

HALO


Co z ta Polska? Czy odcielo Wam tam wszystkie linie internetowo-telefoniczne? Nikt sie do mnie nie odzywa... :( Hmmm Halo, halo!



W piatek Szef zorganizowal impreze pozegnalna dla Doiry - Krolowej Lenistwa jak nazywal ja przez caly wieczor. Nawet nie chce wiedziec jak ona sie do niego zwracala w myslach :). Konflikt na linie Indie-Chiny trwa. Bylismy w miedzynarodowym gronie: Niemcy, Litwa, Wlochy, Holandia, Polska, Chiny, Indie. Sampath wynajl sale w jednym z tutejszych zamknietych klubow, przyniosl odtwarzacz CD typu "jamnik" i swym autorytarnym tonem kazal nam pic whisky i tanczyc. Coz trzeba bylo sluchac Szefa...

Doiry bardzo sie cieszy, ze jej praktyka dobiega konca i moze juz wracac do domu. Wydaje mi sie, ze nie byla dobrze przygotowana do wyjazdu i "niespodzinek" jakie oferuja Indie. Po czesci to na pewno wina AIESEC Beijing - organizacja ma obowiazek przygotowac praktykanta na szok kulturowy. Dla Doiry to byl pierwszy wyjazd zagraniczny, nie odnalazla sie w nowym srodowisku, w koncu nie wyszyscy kochaja podroze ( i nie musza: ). Szkoda tylko, ze zamiast szerzyc zrozumienie, tolerancje i wrazliwosc miedzykulturowa w ten sposob AIESEC przyczynia sie do wzajemnej niecheci. Podejrzewam, ze moja kolezanka wroci do swojego kraju i bedzie opowiadac, ze Indie sa beznadziejne. Bardzo szkoda.

W sobote zabieram K. do Pondicherry i powtarzam z nim wycieczke, ktora odbylam pare tygodni temu. Teraz jednak pewne rzeczy postrzegam inaczej a inne widze w nowym swietle. Ta sobota to urodziny Ganesha - Boga z glowa slonia, Kreatora, ktory w jednej z rąk trzyma zwykle naczynie ze słodyczami. Mniam moj ulubiony Bog hihih By uczcic jego swieto Hindusi na ulicach lepia figurki solenizanta z gliny. Zdumiewajace jaki uzdolniony jest ten narod. Rozmawiam z Kasia, ktoa parala sie rzezba w kamieniu, a ktora tu jest szeroko rozpowrzechniona, m.in. ze wzgledu na hordy turystow spragnionych figurek. Kasia mowi, ze oni uzywaja tu renesansowych metod, rzezbia calosc w jednym kawalku kamienia, nie "skladaja" poszczegolnych czesci, co jest bardzo trudne i ryzykowne - gotowa rzeba moze sie rozpasc przy koncowych szlifach. Dziela sa bardzo detaliczne, azurowe. Cudenka.

Swieto troche krzyzuje nam plany bo muzuea i inne atrakcje jak np. kolejka waskotorowa w ogrodzie botanicznym sa zamkniete ale i tak spedzamy z K. mily dzien w Pondi, ktore faktycznie przypomina stare komedie z Louis de Funes. Po poludniu kapiel na plazy w Aurville - zastanawialam sie z czego zyje ta spolecznosc - Francois, moj wspollokator Hindus wychowany we Francji mowi, ze wykorzystuja miejscowa ludnosc do wyrobu ciuchow, ktore sprzedaja za nibotyczne ceny na Zachodzie. Nawet jesli to plotka, jesli tkwi w niej ziarno prawdy...

Wieczorem lapiemy autobus do Machabalipuram, gdzie switowane sa nie tylko urodziny Ganesa ale tez Pashy z Rosji :) Niespodzinka sa fajerwerki na plazy. Mamy troche problemow z tubylcami - boja sie o swoje sieci rybackie, ktore walaja sie na piasku. Maja mocne argumenty "to nasz kraj" jezu, gdyby ktos osmielil sie tak powiedziec w Europie z miejsca przypieto by mu latke "nacjonalista". Oswiecenie, ktorego tu nie bylo?

W niedziele rano chcielismy obejrzec nabrzezna switynie ale niestety okazuje sie, ze wstep jest platny 250 rupii (17 zl), niby nic ale dla tubylcow bilet kosztuje 10 rupii (70 groszy). dla zasady nie place. Taj Mahal jest jeszcze gorszy - 700 rupii dla przyjezdnych, 30 dla miejscowych. Nie jestem turystka a wolontariuszka, moi znajomi, ktorzy sa na praktykach managerskich placa tu podatki. Niesprawiedliwosc. Ale i tak nic nie moze popsuc nam humorow bo reszte dnia spedzamy na basenie w Ideal Beach i jest idealnie. Pasza poznaje jakiegos Rosjaniana, ktory proponuje zebysmy sie zabrali z nim samochodem do Chennai. Mi dwa razy powtarzac nie trzeba choc lubie podroze lokalna komunikacja. Dimitrij pracuje dla konsulatu generalnego Rosji ale jest chamem jakich malo. Rzadko tak mowie o ludziach ale ten czlowiek pobil wszelkie rekordy. Wypadki drogowe w Indiach zdarzaja sie tak rzadko, bo wszyscy sobie ustepuja z drogi. Wyprzedzamy na trzeciego ale z pelna swiadomoscia, ze kierowca z naprzeciwka nie bedzie na tyle dumny (glupi) by spowodowac wypadek. Dimitrij jezdzi po europejsku, wyzywa innych, wystawia przez okno srodkowy palec i w koncu zlosliwie powoduje stluczke. Jako byly bokser wychodzi z auta i chce pobic bogu i ducha winnego Hindusa. Zlatuje sie tlum wszyscy bronia swojego rodaka, w koncu Hindus daje noge. hihihi Europejska arogancja jest tysiace razy gorsza niz tutejsza ignorancja. Co z tego, ze przecietny Hindus nie ma pojecia w jakim stanie lezy Delhi, gdy usmiechniesz sie do niego na ulicy odpowie usmiechem. Co z tego, ze tu wciaz robotnice nosza gruz w naczyniach na glowie asystujac przy budowie ulicy. Co z tego, ze...?

W poniedzialek wiczorem wybieramy sie z K. na joge. Yoga - zjednoczenie ciala i umyslu. Zaczynamy od wibracji. Siedzac po turecku mruczymy "om" by otworzyc kanaly energetyczne w swoich cialach. Bardzo chce mi sie smiac. A potem juz cwiczenia jak na WF z jedna roznica - trzeba sie skupic na ich przezywaniu. Doswiadczyc swojego ciala. Konczymy zajecia relaksacja, prowadzaca prosi bysmy umyslem poprzez skore wnikneli do swego ciala, pomysleli o miesniach, rozluznili je, podzikowali sercu, plucom, zolodkowi i innym organom za to, ze zyjemy. Piekne to bylo. Wtorkowy wiczor takze dla ciala - idziemy na masaz, mmmm, potem jeszcze fryzjer, manicure, czuje sie jak krolewna.

Sroda rano, K. wyrusza w dalsza podroz. Nie wiem kiedy sie zobaczymy. Uczuciowe i emocjonalne HALO

9/14/2007

Przygody


Gdy ja prowadzilam swoje "zwyczajne" zycie w Chennai K. zostal w Kerali by bawic sie w "Inspektora Gadget'a na poszukiwaniach kamery". Zmobilizowal pol Aleppi, policje, rikszarzy, zorganizowal plakaty w calym miescie i spoty telewizyjne, przez 2 dni w pocie czola szukal, weszyl i tropil by w koncu 3 dnia przyszedl jeden chudy rikszarz z kamera w reku, druga konczyne wyciagajac po nagrode, ktora K. ustanowil dla szczesliwego znalazcy. Nic to, ze to byl ten sam kierowca, ktory uciekl ze zguba pozostawiona przez K. przez nieuwage w jego rikszy. Wszystko dobrze sie skonczylo, aparat fotograficzny zostal naprawiony, Inspektor odniosl kolejny sukces...ihihihihi.

Tymczasem ja we wtorek wieczorem poznalam malezyjskiego Ministra Robot Publicznych. Okazal sie przesympatycznym czlowiekiem choc przez pierwsze 5 minut milam nogi jak z galarety. Obalilismy w trojke z Sampathem butelke wina. Minister wybiera sobie warzywka na kolacje.

Kelner: Moze marchewke?

Minister: Tak, poprosze.

Kelner: Ogorek?

Minister: Chetnie...

Kelner: Ziemniak?

Minister: Nie dziekuje, sam wygladam jak ziemniak.

hihihihihihih faktycznie linia nie grzeszyl...

Po godzince audiencji/libacji zostalam obsypana prezentami i grzecznie odeslana do domu:)

Sroda wieczor diabel mnie podkusil zeby pojsc na impreze. Moze dlatego ze mialam meczacy dzien w pracy i wszystkie klopoty hordami zamiast parami zwalily mi sie na glowe, bylam bardzo niegrzeczna, strasznie sie strabilam i nie poszlam w czwartek do pracy. Hmmm wielkie wyrzuty sumienia meczyly mnie caly dzien gdy chorowalam w lozku ale dzis mysle sobie ze warto bylo. Imprezka domowka: Hindusi, Wlosi, ja z Polski i jedna bardzo interesujaca dziewczyna. Jej mama jaest Hinduska, ojciec jako hippis przybyl z Islandii na poczatku lat 70. Tiara ich corka - moja nowa znajoma ma 9 rodzenstwa. Dziewczyna jest bardzo inteligentna choc pokrecona. Irokez, 4 proby samobojcze, modelka. Spedzilam z nia pol nocy sluchajac mrozacych krew w zylach historii o jej dziecinstwie. Pytana o religie mowi, ze wychowala sie w chrzescijanstwie, po chwili opowiesci okazuje sie, ze to byla sekta. Komuna ma prawo karc wszystkie dziec (bicie rozga po plecach) za nieposluszenstwo trzeba komunikowac sie ze zmarlymi i tego typu historie. A ja myslalam, ze katolicyzm miesza w glowie. Nic dziwnego, ze panna jest odjechana.

Przed impreza ide z Szefem na kolacje i dowiaduje sie tez troche wiecej o nim. Pochodzi z kasty Yadav - kasty mleczarzy. Zapytany dlaczego nie ma dzieci z rozbrajajaca szczeroscia odpowiada, ze nie mial mozliwosci sie reprodukowac hihihihih

Wczoraj sliczny wieczor ze wspolokatorami, uwielbiam ich wszystkich i atmosfere w naszym mieszkaniu, naprawde czuje sie jak w domu :) i dzis rano K. wrocil ze swej wyprawy, dwa ostatnie dni spedzil w Kerali jezdzac na sloniach, karmiac malpy, odwiedzajac plantacje kawy i herbaty, lokalnych kaplanow, lowiac ryby o swicie. Przyjechal usmiechniety i pelen wrazen :) Przygoda...

ZDJECIE: Jezu, dzieki za katolicyzm

9/10/2007

Wszystko bedzie dobrze!


Nie bede wybierac, ani rysowac drzewek decyzyjnych, znajde madra droge pomiedzy sercem a rozumem i wciaz bede szczesliwa...

A wszystko pewnie po to bym kiedys wreszcie zrozumiala, ze to Ty... i ze oboje chcemy pojsc ta droga razem.

Nic nie wiem ale nie musze sie juz bac bo WSZYSTKO BEDZIE DOBRZE!

ZDJECIE: Buziaczek znad Morza Arabskiego

Niespodzianka


Czwartek.
Jak gdyby nigdy nic siedze sobie w pracy i uzeram sie z Hindusami, hotelami na konferencje, Doiry, drobiazgami w stylu: skonczyl sie klej itd., gdy nagle okazuje sie, ze ktos dostarczyl dla mnie przesylke. Uuuu, przesylka dla mnie, Pani Prezes? Ale to nie zaproszenie na Bradzo-Oficjalne-Wydarzenie ale... 500 roz i list milosny!
Oczywiscie w glebi swej proznosci jestem bardzo mile polechtana z drugiej jednak strony afera na cale biuro i ogolne zamieszanie z Szefem na czele, ktory straszy adoratorami-porywaczami. Rozdaje czesc bukietu bo przeciez nie wsiade do indyjskiego autobusu z takim wianem. Wychodze z pracy, mysle o potencjalnym dostawcy, wyciagam komorke - sms'ami dotre do tajemniczego wielbiciela. Jestem ubawiona, jak codzien zmeczona po pracy, zamyslona - nie zwracam juz uwagi na dziwactwa hinduskiej ulicy. Nagle ktos zachodzi mnie od tylu i chwyta za ramie. Odruchowo odwracam sie by krzyknac i odepchnac natreta a tu... Krzys!!!
A raczej Krzysiek. Przed wyjazdem do Indii przez 500 dni wierzylam, ze bede jego zona. Na pare dni przed wyjazdem sprawil, ze przestalam wierzyc. I wlasnie wtedy , gdy (jak mam w zwyczaju) otrzasnelam szybciutko piorka by pofrunac dalej w swiat, niespodzianka z Polski przybywa. Ja zawsze wiedzialam, ze Krzysiek jest pozytywanym swirem, ale nie spodziewalam sie, ze w tajemnicy przyleci do Indii by mnie odzyskac. Zreszta, przeciez takie rzeczy zdarzaja sie tylko w dosc szmirowaych romansach. Prawdziwe zycie, szczegolnie wlasne nie jest jednak szmirowtym romansem. Ale ta szczegolna scena: ja z bukietem, pisekiem, lzami i o z twarza skurczona z nerwow, kamera w reku, by uwiecznic te wiekopomna chwile, przytulajacy sie w miejscu publicznym to dopiero bylo widowisko dla setek przechodniow. Zazwyczaj by zobaczyc takie sceny musza zaplacic 120 rupii - tyle kosztuje bilet do kina.
Jedziemy na plaze, kolacje, sniadanie. Rozmawiamy. Rozmawiamy. Rozmawiamy... Ja naprawde jestem wsicekla. Jestem wsciekla na niego za to, ze smial powiedziec, ze nie wie czy mnie jeszcze kocha. Jestem wsciekla na to, ze w taki glupi sposob chcial mojego dobra. Jestem tez wciekla po jego nieoczekiwanym przyjezdzie, dlatego ze znowu wywraca mi swiat do gory nogami. Jestem wsciekla, bo za rogiem, niczym wyrzut sumienia, czeka zupelnie nowa, apetyczna, bezproblemowa, absolutnie ekscutujaca przygoda, ktorej chce sprobowac. Decyduje nie podejmowac zadnych decyzji a tymczasem pokazuje Krzyskowi Chennai, moje wszystkie wydeptane sciezki do swiatyn, restauracji i sklepikow z bananami. Ciesze sie z nim, jakbym widziala to wszystko po raz pierwszy.
Niespodziwanie szybko nadchodzi piatek i moja zaplanowana wycieczka nad Morze Arabskie z Pasza z Rosji. Jeszcze nie wiem, czy tego chce czy nie ale Krzys jedzie z nami. Trzeba mu zalatwic bilet co nie jest takie proste. Koleje indyjskie to najwiekszy pracowdawca swiata - 1,5 miliona ludzi. Mozna sobie tylko wyobrazic ilu ludzi jezdzi pociagami i co sie dzieje na dworcach. Pasza zarezerwowal nasze bilety juz miesiac wczesniej, kolejka do kasy za miejscowka dla K. ciagnie sie na kilometr. Chyba jakas czesc mnie bardzo chce by jechal z nami, bo uzywajac swojej bialej skory i (nieskromnie zauwazajac) uroku osobistego, odgrywajac Zagubiona w Czasie i Przestrzeni Blondynke bezczelnie wpycham sie na sam przod ogonka i zdobywam dodatkowy bilet. Idziemy na peron - pociag ma nieskonczona ilosc wagonow, gdy w koncu znajdujemy nasz okazuje sie, ze Pasza pomylil perony. Uh. W koncu (po kolejnych 15 minutach biegania) jestesmy we wlasciwym przedziale. Wnetrze pojazdu bardziej przypomina mi wiezienie: karaluchy tancza salse, "kuszetki" twarde i waskie jak prycze przykute lancuchami do scian jedna nad druga, przeludnienie, brudne toalety i dziwaczna atmosfera porozumienia w niedoli.
Przygoda, przygoda, kazdej chwili szkoda.
Ku zgorszeniu hindusow (znowu!) dziele z K. prycze - jego bilet nie obejmuje nawet takiego luksusu. Brytyjczycy wybudowali kolej, niestety Hindusi nia zarzadzaja. Docieramy do Kerali rano - mamy przed soba dwa urocze dni w jednym z turystycznych stanow Indii. K. ze swoja kamera i Wielkimi Oczyma jest turysta wlasnie, ja i Pasza "prawie tubylcy" instruujemy go jak jesc, co pic i tlumaczymy dlaczego nie uwazac Hindusow za gejow. Im bardziej na poludnie naszej planety tym wieksze znaczenie ma meska przyjazn i tym mniejsza tolerancja dla homoseksualistow. Tutaj mezczyzni sa bardzo wylewni w okazywaniu sobie sympatii co obejmuje: trzymanie sie za rece, przytulanie i obejmowanie. Problem homofobii oczywiscie nie isnieje bo oficjalnie homoseksualistow brak buahaha.
Dla mnie ta sobota to trzeci Dzien dziecka w Indiach - plaza. Ta w Aleppi nad Morzem Arabskim (mmm egzotyka) jest pusta, czysta i w poblizu palmowego gaju. Szczyt szczescia. Palimy sie w sloncu, K. przynosi mi kwatka - wielkiego na dwa metry liscia sluzacego potem za parawan i jest po prostu slicznie.
Po poludniu przenosimy sie na przystan - czeka nas przeprawa publicznym promem po jeziorach Kerali. Po dwoch godzinach czekania, butelce whiski i Todi - hinduskiego wynalazku zrobionego ze sfermentowanego na drozdzach mleka kokosowego (ktory smakuje jak koksowe tanie wino :) wskakujemy na poklad. Jest pieknie, troche jak na naszych Mazurach - woda, zielono, i tez pachnie pieczonymi ziemniakami ale reszta zupelnie jak z Discovery Channel. Bambusowe chatki ukryte pomiedzy jeziorami i kanalami. Znowu nie umiem znalezc slow...Zyjac w XXI wieku w Europie nie moge uwierzyc, ze istnieja jeszcze tak dzikie zakatki , choc co drugi dzien widze je przeciez na ekranie telewizora.
Docieramy na miejsce poznym wieczorem. Znajdujemy nocleg, dobra i tania restauracje na dachu jednego z hoteli. Pasza prowadzi wycieczke. Jest kochanym czlowiekiem - manager naszego mieszkania organizujacy smsowe wybory nowej lodowki, placacy rachunki, rugajacy sprzataczki, swietny organizator wycieczki choc krzykliwy i despotyczny. Krzys podejrzewa tez, ze jest troche zazrrosny - w koncu mial to byc wypad we dwoje. Moze na cos liczyl? Mi takie rzeczy wciaz nie przychodza do glowy, a moze powinny? W kazdym razie szybko spac - pobudka o 6 rano na wycieczke do sanktuarium ptakow. Rano nie jestem zbyt szczesliwa szczegolnie po tym jak na dworcu autobusowym jedna szalona babulinka probuje wyzebrac od nas pare rupii a Pasza bije ja po rekach za rzekome wkladanie mu wychudzonych rak do kieszeni. Moze po poltorej roku w Indiach mozna nabawic sie takiej znieczulicy...?
Na miejscu okazuje sie, ze warto bylo tak wczesnie wstawac by lazic po dzungli ze wschodem slonca. Jesli Hindusi w zasadzie nie wiedza co to znaczy kontrola zanieczyszczen i utylizacja smieci to w tym parku na kazdym kroku znaki prosza o zachowanie czystosci.
Cisza, spokoj, ramie za ktorym przeciez tak bardzo tresknilam na wyciagniecie reki i w koncu bezgranicznie oddane. Jeszcze dwie przeprawy lodka i jestem z K. na plazay. Tone we lzach. Wzruszenia, szczescia, zalu? Nie wiem, ale w polowie szczesliwej wizji o bialym domku z bialym plotkiem K. przerywa by wykrzyknac, ze.... zgubil kamere. K***a, dlaczego takie rzeczy przytrafiaja sie wlasnie mnie? Na pol godziny przed odjazdem pociagu w szale poszukiwan psuje sie jeszcze jego aparat fotografczny i szlag wszytko trafia. Zlatuja sie policjanci, plazowi straznicy, gapie. K. zostaje w Kerali by szukac naszych filmikow a ja wsiadam do pociagu, ktory wiezie mnie do prosto do pracy w poniedzialkowy poranek. I znowu go nie ma. Dlaczego? Pewnie po to bym uswiadomila sobie, ze mimo wszystko bardzo za nim tesknie. Niespodzianka?

ZDJECIE: Krypy- plywajace Hiltony, za jedyne 200 zl dziennie. Czy ktos chce jeszcze jechac do Egiptu :))) ?

9/04/2007

Pozytywne myslenie


Sobotni wieczor spedzilismy w swiatyni. Zwykle (czytaj: prawie nigdy:) chodze tam w niedziele by sie modlic, tego wieczoru ogladalismy tradycyjne indyjskie tance, wykonywane przez studentow jednej z najslynniejszych szkol artystycznych w regionie - Kalakshetra. Bylam pod wielkim wrazeniem. Precyzja, poziom skomplikowania, gra aktorska i usmiech w ukladach trwajacych czasem po pol godziny. Najbardziej podobal mi sie kosmiczny taniec Siwy wykonywany przez 3 chlopcow. Wszystkie boys bandy swiata sa przy nich zalosne :)
Chcialabym sie tak modlic codziennie...
Poznaje przeurocza pare z Australii Simona i Robin, i mimo ze mogliby byc moimi dziadkami szybko lapiemy kontakt i wymieniamy ironiczno-zartobliwe uwagi na temat indyjskiej kultury. Ona jest poetka, on emerytowanym lekarzem, ktory wyemigrowal z Londynu jako chlopiec. Jego dziadek i ojciec byli lekarzami wojskowymi sluzacymi dla armii brytyjskiej gdziekolwiek na swiecie im przyszlo, on sam jako dziecko spedzil pare lat w Kenii. Jego zona byla jedna z pierwszych ofiar niewiedzy o tym, ze dluga podroz samolotem moze okazac sie zabojcza (dlatego trzeba brac aspiryne przed startem). Po smierci zony Simon poznal swoja obecna "partnerke" Robin i teraz podrozuja razem po swiecie. :)
Niedzielny poranek poetycki. Ubawilam sie po pachy. 4 pokoje prezentacji wierszy w jezykach: angielskim, hiszpanskim, tamilskim i chinskim. Hiszpanow nie bylo bo rozbiegli sie leniuchowac, kupowac, jesc i pic. Chinczycy zaskakujaco duzo sie smiali (pierwszy raz w zyciu mialam w rekach ksiazke wypelniona ichnimi znaczkami, zdziwiona, ze zapisanie jednej nie zajmuje setek lat). Wiersze tamilskie byly bardzo, bardzo dlugie - juz wspominalam o hinduskiej gadatliwosci - i bardzo ekspresyjne. Ale najlepszy byl pokoj angielski, gdzie mieszala sie spolecznosc kongresu, przybyla z calego swiata. W indyskiej poezji bardzo czesto powtarza sie wersy, strofy, cale akapity. Moje skojarzenie - mantry (choc moge sie mylic). Nawet jesli sie tak nie dzieje poeci czytajac swoje dziela powtarzaja po pare razy jedna mysl tak, by trafila do sluchacza w calej swojej glebi. Tworcy z Zachodu byli poirytowani "nie mozemy zrozumiec calosci przez to powtarzanie, to niepotrzebne, to bezsensowne". Awanturka na sto dwa hihihihi. Izraleska poetka wybeczala swoj wiersz, Japonczyk zanim jeszcze podszedl do mikrofonu zdazyl wykrzyczec kilka razy hasla o pokoju swiatowym, paru mowcow zostalo sila sciagnietych z podium. Grek okazal sie najlepszy, mimo ze jego wystapienie trwalo pare minut. Mielismy nawet reprezentacje Polski, Dariusza mieszkajacego na stale w Wiedniu, podroznika. Nie zachwycil mnie ani swoja tworczoscia, ani swoim nastawieniem do hinduskiej kultury. Moze to ja jestem bardzo surowa, jesli chodzi o ocene rodakow za granica, ale tak bardzo mnie drazni nasze malkontenctwo i arogancja pomieszana z kompleksem nizszosci.
Wieczor na uroczystej kolacji. Myslalam, ze siedzaca przy moim stoliku starsza Dama z Argentyny padnie trupem patrzac jak Hindusi rekoma jedza swoj ryz w tysiacach sosow ihihihihii
Poniedzialek ciag dalszy oficjalek. Szef musi obskoczyc wszystkie imprezki wiec najpierw do Golden Beach Resort'u przy plazy mmmm a potem na uroczystosc z okazji 60-lecia panstwowsci Malezji. Poznalam bardzo ciekawa kobiete, ktora co pare lat z dziecmi i mezem zmienia miejsce zamieszkania czytaj caly swoj swiat. On pracuje w bankowosci, ona jest pania domu, maja 10 latke, 7 latka i 7 miesieczne malenstwo. Rodzice znaja po 4 jezyki, mimo ze pochodza z tego samego kraju to musza porozumiewac sie po angielsku. Dzieci chodza tu do amerykanskiej szkoly i tygodniami placza za kazdym razem kiedy musza zostawiac kolejny kraj. Ona byla jedna z bardziej usmiechnietych i szczesliwych kobiet jakie poznalam w ostatnim polroczu! Sila pozytywnego myslenia...
I dla mnie tez powoli slonce wychodzi zza chmur. W przenosni i doslownie bo dzis pierwszy raz od tygodnia pokazalo sie na niebie :)

9/01/2007

wariactwo


Dzisiaj tak bardzo chcialabym wrocic do normalnosci, znaki mnie oszukuja, nagle przestalam ufac ludziom, mam dosyc tego brudu, za przeproszeniem srania w kucki, bycia obwieszona jak choinka (normalnie w Polsce nie nosze bizuterii) i jedzenia co drugi dzien koziolka...

Chcialbym zeby wszytko wrocilo na swoje miejsce, przestalo sie we mnie przewalac. Znowu zjezdzam z krzywej akulturacji i nie wiem kim jestem ani gdzie jest moj dom. Indie jak kazde miejsce na swiecie maja swoja okrutna, przebrzydla twarz i wlasnie dzisiaj szczerza do mnie zeby. Jestem zmeczona, sama mam za duzo odbic w lustrze, za duzo scenariuszy w glowie. Wszystko sie moze zdarzyc ale dosc juz wiary w przeznaczenie i kazda z moich "ja" probuje chwycic zycie za gardlo. Wracam do zakurzonych problemow samooceny i tozsamosci.

Uh

W tak zwanym miedzyczasie duzo zamieszania na okolo. Praca wre po 9 - 10 godzin na dobe, wszystko idzie w dobrym kierunku choc konca nie widac, codzienne wyjscia.
Sroda - kolacja z Abdullahem, producentem i aktorem filmowym, myslalam, ze nachleptam sie wiedzy o indyjskim przemysle rozrywkowym ale moj towarzysz okazuje sie zaskakujaco nudnym czlowiekiem. Konczymy wieczor z Milena i Relia z Serbii, snujac identyczne opowiesci o czasach dziecinstwa i szurnietych znajomych.
Czwartek - codzienny spacer po plazy z Szefem i Doiry a potem juz same idziemy na aisec'owskie spotkanie zorganizowane przez alumni. Ciekawy wyklad CEO BMW, ktora to firma dopiero pol roku temu weszla na indyski rynek. Biorac pod uwage tutejszy stan drog az glupio by mi bylo sprzedawac tu te samochody. Jak kazdy zachodni inwestor BMW boryka sie z milionem problemow o ktorych juz wspominalam (infrastruktura, organizacja czasu i pracy a do tego jeszcze bardzo skomplikowany system podatkowy i oplat celnych) ale Indie to dobry rynek - najwieksza liczba milionerow w przeliczeniu na glowe. Wieczor konczy sie wyzerka, praktykanci z calego swiata na wlasnym garnuszku czyli jak hieny rzucamy sie na jedzenie hihihiih.
Piatek szef zabiera nas na koncert muzyczny z okazji Swiatowego Kongresu Poetow. Hindusi uwielbiaja oficjalki wiec na pol godziny przepieknej muzyki z Tajwanu, granej na instrumentach ktore po raz pierwszy w zyciu widzialam na oczy, przypada godzina ceremonii. Przemowienia (indyjskie gadulstwo) i wzajemna horonowanie sie nagrodami i jedwabnymi hustami(?)
Indyjski system spoleczny to w wielkim uroszczeniu: kogo znasz, tym jestes. Kregi rodziny, znajomych, partnerow biznesowych sie wciaz przenikaja. Wbrew pozorom w 12 milionowym miescie nie mozna uciec w anonimowosc. Juz dzisiaj zaledwie po miesiacu wchodze do klubu i z biegu witam sie z 10 osobami, ktore przedstawiaja mnie kolejnym 10 i tak dalej. Kolko sie zamyka, wiocha jest szczesliwa. Masakra. Wszyscy sa dla siebie mili, a za placami obrobia ci dupe. Pare tygodni temu jakis fotograf zrobil mi zdjecie w klubie z Ana i Riszma, z Pondicherry dzwonili jakie to mile... Wroclaw to w porownaniu do tego aglomeracja.
I dzisiaj ciag dalszy oficjalek, myslala glupia, ze se poezji poslucha. Przyjechala polowa indyjskich VIPow z bylym prezydentem na czele, ktory wyglada i przemawia raczej jak z lekka szalony filozof a nie polityk. Urzadzilysmy sobie z Doiry loze szydercow hihi ale tak naprawde duzo jest jeszcze dla mnie do zrozumienia w tym kraju tylko czasami sil juz brak i wszystko wariactwo...

ZDJECIE: przejrzala na oczy

8/29/2007


Dziaj caly dzien pisze listy do najwiekszych organizacji, instytucji i jednostek (ONZ, Bank Swiatowy etc.) z prosba o wsparcie naszej konferencji. Moja praca ma wielki sens - my naprawde potrzebujemy funduszy.... tak wyglada jedna z czesci biura, w ktorym pracuje.
Wlasnie Mani pisze przy maszynie jakis list...
Czy ktos wspominal meline na Mieleckiej? hihi

Niebezpieczny deszcz


Dzisiaj rano lalo jak z cebra, wiec postanowilam pojechac do pracy riksza a nie jak zazwyczaj autobusem. Po pietnastu minutach przepychanek z kierowcami w koncu ustalam z jednym normalna cene. Jednak po 500 metrach utknelismy w korku i "boss", jak sie tu do nich mowi, odmawia dalszej jazdy. W strugach deszczu ide zatkanymi ulicami. W koncu trafiam na jakies glowne skrzyzowanie, jestem juz spozniona do pracy, wsciekla i utytlana po kolana i zeby bylo malo jakis dziadek pedzacy na skuterku malo na mnie nie wjezdza i by uniknac kolizji w ostatnim momencie robi pad na jezdnie. Nic mu nie jest ale ja juz totalnie spanikowana powtarzam sobie, ze wszystko bedzie dobrze. W koncu zatrzymuje jakiegos normalnego rikszarza, ktory za rozsadna cene wiezie mnie do pracy. Wypytuje czy jestem mezatka, dziwi sie, gdy mowie, ze nie i smieje z mojego imienia. Tutaj przedstawiam sie angielskim Maggi, jak zawsze zreszta. gdy jestem za granica, bo to imie jest latwiejsze do wymowienia i zapamietania niz twardo brzmiace Magda. W Indiach mam pecha bo jedna z bardziej popularnych potraw jest maggi noodles czyli kluski w maggi.
W ten sposob tutaj zostaje Pania Klucha hihihihihahah.
W poniedzialek mialam dzien prania. Nasza pralka jest pol-automatyczna i przypomina "Franie", i tak samo mijaja wieki zamin cos sie w niej upierze ale i tak jestem z niej bardzo zadowolna bo... jest. Pamietam meczarnie w Grecji gdy w mieszkaniu nie bylo nawet takiego sprzetu i musialam w rekach prac wszystkie dzinsy i swetry.
Wczoraj natomiast bylismy z Szefem i Doiry na kolacji. w koncu poznalam powod dla ktorego Hindusi jedza rekoma. To nie tylko zdrowe, bo pobudza koncowki nerwowe w palcach (to wytlumaczenie od poczatku wydawalo mi sie idiotyczne i "dorobione") ale przede wszystkim wedlug nich bardziej higieniczne. Sztucce sa uzywane przez wielu ludzi, reka jest tylko twoja. Nie ma strachu, ze ktos jej nie domyje, sam sie o to troszczysz.
W polowie posilku Szef z usmiecham wskazuje na sale pelna usmiechnietych, ladnie ubranych ludzi, jedzacych dobry posilek w milym otoczeniu i rodzinnym gronie i swierdza: A mowia, ze Indie to biedny kraj.

ZDJECIE: dziewczynka w rikszy

8/28/2007

Pelnia


Dzis jest pelnia. W moim sercu duzo niespokoju. Telefony z Polski wyrywaja ze snu, choc i tak nie spie. Na razie nie bede sie budzic... a potem... zobaczymy co kot przyniesie... :)

aaaaa




to juz miesiac odkad opusilam Polonke, jutro minie miesiac odkad tu jestem, czas plynie zdecydowanie za szybko...

piatek

Urodziny Kirsi - mojej wspolokatorki z Finalndii. Po pracy Szef pomaga mi kupic prezent a wieczorem wszyscy wbijamy sie w ladne ciuszki i na 2 motory i riksze pedzimy ulicami Madrasu na uroczysta kolacje. Pasha w garniturze i ja z wielkim bukietem roz na jego motocyklu - indyjska sensacja, dzieci a nami biegna... A potem juz standardowe sto lat i potancowka w klubie Havana, gdzie Hindusi zapraszaja do wspolnej zabawy. Przypomnial mi sie moj Tata i jego przyjaciel z Serbii - wujek Stevo, tanczacy razem w rytm balkanskiej muzyki, gdy bylam dzieckiem. Ah Ci poludniowcy....



sobota

Juz pare dni temu dostalysmy z Kasia zaproszenia na bal w indyjskiej Wyzszej Szkole Oficerskiej.
W rzadkim przebysku geniuszu wyjezdzajac z Polski spakowalam do plecaka swoja mala czrwona kiecke, ktora pasuje na wszelkie tego typu imprezy i w ogole do wszystkiego.
Chlopcy w mundurach przybywaja o 17, o 19 pijemy pierwszy sok w koszarach.
Koszary to dwustuletni kompleks wybudowany przez Portugalczykow wiec sceneria jest nieziemska. mmmm Impreza zaczyna sie od fajerwerkow obserowownych z idealnie utrzymanego trawnika wielkosci stadionu olimpijskiego, potem pierwsze tance-moj partner niesmialo pyta czy moze mnie potrzymac za reke! Wybory Miss (zaskakujaco duzo kobiet w armii) i Mistera Oficera. Pytanie konkursowe: Z kim umowilabys sie na randke w ciemno z cywilem czy oficerem? Jednyna mozliwa odpowiedz: Jesli miala by to byc randka w ciemno oczywiscie z oficerem bo to czlowiek honorowy i gentelman - mialabym pewnosc ze z takim czlowiekiem jestem bezpieczna. hmmm
Przekaski, obiad i znowu tance. Moj partner w trosce o moje bezpieczenstwo, wygode i dobre samopoczucie nie pozwala na ani jednen samodzielny krok i juz bez poczatkowego skrepowania przesuwa wte i wewte po parkiecie wrrr nawet jesli zlota nie ma nic gorszego niz klatka...
Troszke sie z Kaska wynudzilysmy ale warto bylo zobaczyc ten porzadek i dobre maniery czerpiace wprost z brytyjskiej tradycji. Klimat studniowki i wesela w wydaniu hinduskim Punjabi MC no i oczywiscie sensacja jaka wzbudzilysmy z Kaska jako jedyni biali goscie. Obtancowalam wszystkich oficerow-nauczycieli a najwiekszym zaszczytem bylo, gdy jeden z nich zaproponowal nam piwo. Impreza byla bezalkoholowa dla uczniow. hihihi Szacuneczek O 10 wieczorem Mlode Damy zostaly odeskortowane do domu i z obledem w oczach rzucily sie zapalic papierocha hihihihi

Niedziela

Budze sie pozno, rozleniwiona. Do pokoju wpada Kaska i kaze sie zbierac na plaze. Mi dwa razy powtarzac nie trzeba w 15 minut jestem gotowa do wyjscia - kocham plaze chyba nawet bardziej niz slodycze.
Riksza na pewne skrzyzowanie, gdzie po prostu wskakujemy do autobusu, gdy ten stoi na czerwonym swietle i godzine pozniej jestem juz w raju. Jedziemy na "Ideal Beach" jednego z tutejszych resortow. Wybrzeze nie jest tu wybetonowane hotelami ale co pare kilometrow za szpalerem palm i bambusowymi plotami kryja sie parterowe Hiltony :) Amerykanie, Europejczycy i Australijczycy zamknieci w tych resortach spedzaja cudowne wakacje tylko od czasu do czasu zdumieni, gdy przez plaze pasterz przepedza swoje stado koz. Oczywiscie potem Ci turysci wracaja do domow z duma pokazujac zdjecia mowia "Bylem w Indiach" i sa ekspertami w dziedzinie tutejszej kultury i obyczajow.
Gdy sie sciemnia wracamy z Kasia na przystanek autobusowy (opuszczajac resort wciaz twardo udajemy, ze jestesmy jego goscmi hihih) i okazuje sie, ze moze byc pewnien problem z powrotem do domu. W Polsce trzy razy by mnie juz szlag trafil bo:
1. pierwszy autobus zepsul sie po 200 metrach
2. w kolejnym nie bylo miejsc
3. trzeci jechal w przeciwnym kierunku o czym dowiadujemy sie juz w srodku, wczesniej stratowane przez dziki tlum walczacy o miejsca. Tutaj nie trace nadzieji i tak w koncu nam sie uda. Cierpliwosc jest cnota, ktora Indie mnie naucza czy tego chce czy nie...


ZDJECIE: niedzielna plaza i sobotnie koszary :)

8/25/2007

wolnosc w indiach


Wolnosc pana Kumara (Kowalskiego) niekoniecznie konczy sie tam gdzie zaczyna sie Pana Ramy (Nowaka). Krowa ma prawo stac na ulicy i nikt jej nie przegoni, nie tylko dlatego, ze jest swieta (bo pracuje) ale przede wszystkim dlatego, ze jest wolna. To dotyczy wszystkich stworzen boskich w Indich:) Szaleniec bedzie tanczyl na drodze i mimo ze polowa kierowcow jeszcze bardziej spozni sie przez niego do pracy to policja nie sciagnie go z drogi. Na razie szukam odpowiedzi na pytanie dlaczego tak sie dzieje i jak ta wolnosc na sie do np. aranzowanych malzenstw, o ktorych tyle pisze - bo to NAPRAWDE fascynujace hihi.
Wlasnie to sprawia, ze tak bardzo lubie nawet nie podrozowac a przebywac za granica przez pewnien czas. Mozna poznac odpowiedzi na te wszyskie pytania dlaczego. Oczywiscie podziwiam ludzi, ktorzy biora plecak i przez pare miesiecy sa w drodze, tutaj jest takich wielu, szczegolnie z Zachodu. Jak wole jednak poudawac, ze jestem jedna z nich i poczuc to miejsce na wlasnej skorze. Oczywiscie tylko poudawac bo wlasnie moj kolor skory, tak jak juz pisalam, jest bardzo oczywisty. Ma to swoje dobre strony (automatycznie ludzie traktuja cie jak kogos z wyzyn spolecznych) ale nie pozwala zgubic sie w tlumie i byc anonimowym. No i jeszcze jedna wielka wada choc az wstyd wspominac. Po pierwsze dlatego, ze pochodze z bardzo liberalnych stron swiata i moze tez dlatego, ze bardzo rozpowrzechniona jest tu pornografia internetowa, wielu niewyksztalconych mezczyzn postrzega biale kobiety jako delikatnie mowiac rozwiazle. Hinduski okutane w sari sa natomiast uosobieniem wszelkich cnot. Spojrzenia na ulicy, ktore kiedys wydawaly mi sie sympatyczne teraz najczesciej budza odraze, wstyd i gniew. Staram sie nie trzymac w sobie urazy i byc wyrozumiala ale czasami przychodzi mi do glowy malo milosierna mysl "co sie k***a gapisz". hihi
Wielu ludzi postrzega Indie glownie jako kraj rozwijajacy sie w niesamowitym tepie, tygrysa. Czesto zapomina sie jak wiele problemow stoi jeszcze przed tym spoleczenstwem na drodze do swiata...cywilizacji? Wiem, ze moja arogancja przekracza w tym momencie wszelkie granice ale kiedy widze ludzi ,ktorzy spia przez kilka dni na ulicy czekajac na miejsce w szpitalu noz sie w kieszeni otwiera. Nie sa to moze umierajacy, tacy sa przymowani bez "kolejki" ale trzeba ich zobaczyc by to zrozumiec... 50% ludzi w Indiach zyje na granicy lub ponizej poziomu ubostwa, wiekszosc jz nich jest analfabetami, nie maja dostepu do czystej wody bo nie ma tu czegos takiego jak system dystrybucji i kanalizacji a wszelka woda to filtrowana deszczowka, nawet w tych hotelach w ktorych pije swoje kawy. Infrastruktura lezy, dysproporcje rosna, zarzadzanie czasem jest zadne, niektore korporacje juz przenosza sie do tanszych i bardziej zacofanych czesci swiata, no i zarzadzaj panstwem, ktore jest podzielone na kilkadzieisat stanow z ogromna populacja i w ktorym ludzie uzywaja 340 jezykow(!) Organizacje charytatywne daja rybe nie wedke, system edukacji jest w powijakach. A i tak spotykam ludzi, ktorzy mowia mi: Musialabys widziec ten kraj 10 lat temu. I ja to wszystko doskonale rozumiem, pewnie dlatego, ze takze pochodze z rozwijajacej sie demokracji kapitalistycznej hihi no i tez w koncu to ja - Pani Magister Stosunkow Miedzynarodowych. I tylko kiedy widze slumsy mam ochote krzyczec DlCZEGO NIKT NIC Z TYM NIE ZROBI???!!!! Kaska mnie uspokaja i mowi, ze ci ludzie na swoj sposob sa szczesliwi, i to prawda, ja tez widze naprawde usmiechniete dzieci bawiace sie w kaluzy, tyle tylko, ze wiem, ze oni nie maja pewnej swiadomosci. Dzieci samego Pana Boga.
Przez osiem godzin w pracy organizuje konferencje, ktora, mam wielka nadzieje, ze tak sie dzieje, choc w najmniejszym stopniu przyczyni sie do zmiany. Staram sie nie myslec, ze to tylko wysilki podejmowane przez bogatych by poprawic sobie samopoczucie, podniesc swoj prestiz i zarobic troche kasy. Moze wlasnie to jest moje przeznaczenie, wierzyc, ze mozna uczynic ten swiat lepszym chocby dla jedej osoby? Nie wiem czy Indie to najlepsze miejsce by konfrontowac moje mlodziencze idealy z brutalna rzeczywistoscia ale czuje, ze chcialabym tu zostac jeszcze na jakis czas, ze mam tu cos do zrobienia. To uczucie pochodzace wprost z "Alchemika". Mam nadzieje, ze znaki nie prowadza mnie w slepe uliczki i staram sie nie bac. W Indiach a moze w moim przypadku po prostu za granica latwiej jest uwierzyc, ze szklanka jest do polowy pelna. Czuje sie wolna w Indiach, jestem szczesliwa...
ps. i bez watpienia na gorce krzywej akulturacji Hofstede'go hihi

ZDJECIE: pasterz na plazy

8/24/2007

ZDJECIA

1
2


3


4





5

1. Troche rozmazane ale facet wiezie na tym wozku calkiem niezly sprzet komuterowy hihi
2. moj autobus do domu
3. sklep z jedwabiem
4. Mieszkancy ul. Nungambakam czyli od lewej Pasza z Rosji, Erik ze Szwecji, Youn z Korei, Kirsi z Finlandii, Jay z Chin, Youram z Holandii, reprezentacja Polski ja i Kasia i jakis kolega, ktory byl z nami 2 dni i nie pamietam jego imienia ale z pochodzenia byl Rosjaninem mieszkajacym od lat w Niemczech
5. pomnik Gandhi'ego w Pondi

NOCNE ZYCIE JAK W …MADRAS


W piatek zupelnie spontanicznie zdecydowalam sie wyjsc z Kasia na drinka.
Sptkalysmy sie z Anna z Serbii i Rishma z Delhi w jednym z tutejszych barow. To byla “ladies night” czyli dziwczyny dostaja darmowe drinki i drobne prezenciki na do wiedzenia. Nic to, ze jestem tylko szowinistycznym planem marketingowym na przyciagniecie mezczyzn. Bawimy sie swietnie we wlasnym gronie.
Kazda z nas jest zupelnie inna. Kasia – artystka z Kielc, Anna – urodzony PR-owiec (zna chyba wszystkich w tym miescie), Rishma – przesliczna agentka nieruchomosci i ja niewolnik z Polski pracujacy w swoim ngo za kilkadzieisat dolarow miesiecznie hihih.
Wszystkie kluby i bary w Chennai (a jest ich okolo 6 w 12 milionowym miesicie!) sa usytuowane w hotelach. Po pierwsze dlatego, ze Hindusi z poludnia dopiero od niedawna wiedza co to alkohol i impreza a turysci z Zachodu glownie tego szukaja na wakacjach czy w podrozy sluzbowej a po drugie ciezko jest tu zdobyc koncesje i tzw. licencje na rozrywke. Bary sa zamykane o 11 jak w Anglii, po prostu w pewnym momencie zapalaja sie wszystkie swiatla i podpici goscie ociagaja sie z wyjsciem lub jakby zawstydzeni w pospiechu zbieraja sie do wyjscia.
Przenosimy sie do klubu “Pasha”. Tlum niemozebny, muzyka house - popularna tutaj jak w Polsce 5-6 lat temu. Juhu!!! Czulam sie znowu jakbym miala 19 latJ. Potworna drozyzna – drink kosztuje okolo 50 zlotych. W “Pasha” Kaska oglasza konkurs-podryw ale jestesmy tak zajete swoimi babskimi tancami, ze juz nic wiecej nie potrzeba nam do szczescia i tylko zwijamy sie ze smiechu wybierajac potencjalnych kandydatow w krzywym zwierciadle – Konkurs na Najbardziej Wasatego Hindusa Swiata ihihih
Przenosimy sie do kolejnego klubu – jest szansa, ze bedziemy mogly sie pobawic do 2, 3 nad ranem. I pomyslec tylko, ze w Polsce bywalo i tak, ze o 11 rano jeszcze gdzies plasalam. Jedziemy samochodem, jestem swiecie przekonana, ze to taksowka ale okazuje sie, ze to prywatny samochod Rishmy z jej prywatnym kierowca hmmmm
Absolutnie urocza impreza. Trzaski, blyski, wszyscy sie ciesza, tanczymy do rana. Bardzo leniwa Sobota w domku, popoludniowa kawa ze znajomymi i juz wybieramy sie na kolejna impreze. Wczesniej jednak obiad.
W Indiach je sie sniadanie (glownie ryz), lunch okolo 12 (tez ryz) i bardzo pozna kolacje (najprawdopodobniej ryzJ)). Jednak tego wieczoru zamiast ryzu jem we wloskiej knajpie pierwszy prawdziwy, normalny, jedynie sluszny obiad od przyjazdu, skladajacy sie z kotleta, ziemiakow i surowki. Ciesze sie jak dziecko.
Po kolacji idziemy do klubu “Dublin” – kobieta obok mnie nie moze wejsc do klubu bo nie jest odpowiednio ubrana. U nas nazywa sie to selekcja, tutaj to system kastowy. Horendalne sumy za wejscie, pelno bialych. Niespodziwanie spotykamy znajomych z poprzedniego wieczoru. To nie jest juz tak bardzo imprezowa noc, moze dlatego, ze DJ wykrzykuje dziwaczne rzeczy stylu “Fuck life”. Bardzo mi to nie pasuje do Indii. Nie mozna z nikim porozmawiac bo muzyka jest tak glosna i chyba wszyscy jestemy szczesliwi, gdy ta impreza sie konczy. Towarzystwo przenosi sie na afterparty czyli impreze po imprezie. Anna prosi bym pojechala z Rishma. Powod jest prosty – mam byc przyzwoitka. I znowu jej prywatny samochod z kierowca. Rishma traktuje go jak sluzacego. Tutaj to normalne. XIX wieczny koncept sluzby. Nie “gosposi” czy “Pani sprzatajacej” ale takiej osoby, ktora przyniesie Ci snaidanie do lozka I wybierze ciuchy, ktore bedziesz dzis nosic. Fascynujace.
Jedziemy do rezydencji za miastem, przysypiam w samochodzie ale na miejscu niewiele mi trzeba by sie rozkrecic. Dom jest przepiekny – nalezy do Wlocha i laczy w sobie indyjski smak i doryckie kolumny. Przed gankiem – basen. Ludzie sa sobie bardzo zyczliwy. Argentyna, Belgia, Indie, Serbia, Polska, Wlochy. Wiekszosc z nich zna sie od dluzszego czasu ale mimo ze jestem “nowa” czuje sie z nimi jak w domu. Rozmowy o Indiach – dlaczego Europejczycy przyjezdzaja na chwile a zostaja na zycie. Bo Indie maja swoja magie. Filozofia w ktora wierza lokalni dziala. Karma, radosc zycia, czasem slonce czasem deszcz mimo ubostwa i pozornej niesprawiedliwosci. Ludzie sa tutaj szczesliwi. I ja w ten weekend tez sie zakochalam w tym kraju…Robi sie pozno wiec jeszcze tylko nocna kapiel w basenie (dziewczyny dostaja ogromne T-shirty kapielowe:) I wszyscy rozchodza sie spac.
Niedziela: Powrot do Chennai, slodkie lenistwo, spacer po plazy i hamburgery czyli Dzien Dziecka. Wieczorem spotykamy sie z jednym bardzo bogatym, bardzo biednym czlowiekiem. Jest powaznym biznesmenem okolo 40, Francuzem z pochodzenia uzaleznionym od narkotykow. Bardzo mi go szkoda i na do widzenia po europejsku caluje go w policzek. Bardzo niewiele potrzeba by powaznie spaprac sobie zycie…. Potem jeszcze kawa na dachu hotelu, nad brzegiem basenu ( jesli jestes bogaty w Indiach to kraj a raj) i decyduje sie na szalona nocna wyprawe do Pondicherry. Okolo 4 nad ranem zatrzymujemy sie na “kolacje”, kierowca czeka przy samochodzie i moge wreszcie sie dowiedziec o czym tak z przejeciem opowiadal przez pol drogi po tamilsku. Facet przez rok chodzil do swiatymi i skaldal ofiary bogom by zeslali mu zone. No I wlasnie kiedy ja poslubia zaczyna sie “zly miesiac”. Codziennie od godziny 9 do 13 lepiej nie podejmowac zadnych waznych decyzji – osobistych, finansowych etc. Ale jest to tez miesiac calkowitej abstynencji seksualnej, co oznacza, ze nasz Kierowca nie mogl “skonsumowac” swojego zwiazku. Celibat o tej porze roku ma swoje bardzo racjonalne uzasadnienie. Za 9 miesiecy pogoda nie bedzie sprzyjac noworodkom (upal) a w powietrzu moze unosic sie zaraza. No wiec kierowca czeka przez miesiac. I wlasnie w tym dniu kiedy jego szczeslcie ma sie w koncu dopelnic o ironio losu wysylaja go z nami na wycieczke. hihi
Docieramy do przepieknej, francuskiej, kolonialnej rezydencji z parusetletnia historia. To najbardziej romatyczne i egzotyczne miejsce w jakim bylam. Jak z filmow: okiennice, kwiaty, fontanny, zapach stechlizny i lozka z moskiterami. Rano probujemy dobudzic naszego kolege Sai’a ale okazuje sie, ze w nocy oproznil sam butelczyne I za nic w swiecie nie wstanie z lozka. I kto powiedzial, ze Polacy to najbardziej alkoholowy narod swiata nie liacza Rosjan? My spieszymy sie do swoich obowiazkow wiec bedzie musial wrocic autobusem….
Decydyje sie na te miniwakacje z wielkimi wyrzutami sumienia I choc jestem spozniona do pracy wiecej niz tylko chwile nikt nie zwraca tu na to uwagi. Mozesz sie spoznic bez problemu 3 godziny nikt sie nie spyta gdzie byles, najwyzej zostaniesz w pracy te 3 godziny dluzej. Poczucie czasu jest tu zdumiewajace bo w zasadzie go nie ma.
Poniedzialkowy wieczor w domu – Erik ze Szwecji ze swoim bratem Hansem wlasnie wyjezdzaja. Smutne pozegnanie ale chlopaki wracaja w nocy, ich bilet zostal przebukowany na czwartek Pelna chata bo zdazyli juz przyjechac nowi wspolokatorzy Samantha z Anglii (skubana studiuje w Oxford) i Fransua z Francji.
Wtorkowy wieczor w barze z Arifem - przedstwicielem malezyjskiego rzadu i Vaughanem – pol brytyjczykiem, pol portugalczykiem z domieszka krwi afrykanskiej, ktory urodzil sie poza Indiami ale tu mieszka – kiedy mysle o jego tozsamosci przychodzi mi na mysl tylko jedno: obywatel swiata. Takich ludzi jest i bedzie coraz wiecej.
W pracy mam duzo pracy i jestem z tego powodu bardzo szczesliwa – nie ma nic gorszego niz bezczynnie siedziec na tylku I odliczac minuty do wyjscia. Jedynie tylko, ze nie mam chwili by pisac a tyle rzeczy dzieje sie dookola kazdego dnia. No I Pan Rama I Sasi sa zdziweni moim zachowaniem, chyba czuja sie troche urazeni, ze nie siedze pytlujac z nimi tyle co w pierwszych dniach. hmmm Halo! Jestesmy w pracy, tu sie pracuje..,.poza tym mam nie tylko swoje obowiazki ale musze im pomagac czasem w najprostszych rzeczach uh Hindusi J
Zajmuje sie teraz organizacja konferencji o prawach czlowieka – 40 osob z calego swiata w lutym w Chennai na 2 tygodnie. Jest to moj i tylko moj projekt i jedynie Pan Sampath mi pomaga. Na razie pisze wstepne plany i staram sie zorganizaowac hotel. Wczoraj bylam z Panem Rama w czyms co mialo przypominac hotel… Musialam uzyc calej swojej sily przebicia by kierownik administracujny zaczal w koncu za mna rozmawiac o konkretach. Pozycja kobiety w Indiach przy biznesowym stole jet zadna a poza tym wiele czasu musi uplynac zanim Hindusi dobija targu.
I w koncu po 40 minutach picia kawy i jedzenia dziwacznych orzeszkow okazalo sie, ze moze jednak znajda sie jakies wolne pokoje. Idziemy wiec ogladac te “pokoje” – ladnie sie usmiecham ale po powrocie do biura mowie Sampath’owi, ze jesli on chce umiescic Europejczykow w takich warunkach to ktos bedzie mial powazne problemy i to nie chce byc ja. No moze nie bylam taka doslowna ale jutro jedziemy szukac jakiegos innego miejsca.
Jak juz wspominalam Pan Sampath bardzo sie o mnie troszczy i co kiedys mnie niepokoilo (telefon od szefa o 10 wieczorem z pytaniem: Co robisz?) dzis wydaje sie absolutnie normalne i na miejscu. Inna sprawa, ze pomimo swojego doktoratu z prawa, publikacji, konferencji, pelnienia obowiazkow dyrektorskich w kilku firmach (!), bycia doradca prawnym dla kilku kolejnych i 8 stronnicowego CV jest bardzo wyzluzowany.
Przyklad.
W srode jak zwykle po pracy odwozi mnie i Doiry do domu (tzn. nie on sam – jego kierowca). Doiry swoja angielska chinszczyzna tlumaczy, ze idzie dzis na impreze
Pan Sampath: - Super! Bedzie alkohol?
Doiry: - Tak, duzo ludzi byc na imprezie I alkohol tez byc.
Pan Sampath: - To swietnie.
Doiry: No I jacys tez byc ludzie co maja przyniesc narkotyki.
W tym momencie widzialam Doiry (I siebie przy okazji tez) wracajaca do domu.
Pan Sampath: - Naprawde? To milo. Mam nadzieje, ze bedziecie sie dobrze bawic.
O moj boze i on naprawde mial to na mysli!!! Koniecznie trzeba sie urodzic poza Polska by zrozumiec te sytuacje.
W kazdym razie to byla calkiem mila impreza ale nie za wzgledu na narkotyki (ktorych w zasadzie nie bylo bo owi ludzie sie nie pojawili) ale dlatego, ze w koncu poznalam wiekszosc praktykantow z aiesec, ktorzy tak jak ja przyjechali do Indii pracowac, podrozowac, poznawac. Moglabym z nimi wszystkimi siedziec i rozmawaic, rozmawaiac, romawiac… Ale rano wszyscy idziemy do pracy wiec 12 lulu spac.
Wlocze sie po hotelach. Wiem jak bardzo dziwnie to brzmi ale jak juz wspominalam tylko tam mozna znalezc porzadna kawiarnie i w spokoju poplotkowac z kolezanka nie narazajac sie na zaczepki. Wczoraj spotkalam sie z Marina z Serbii – kochana dziwczyna, przypomina mi troche moja dobra przyjaciolke z liceum Madzie L. Ale co to za hotele! India to kraj skarajnosci (moze dlatego swietnie sie tu czuje hihi) wiec jak wielka bieda tak i porazajace bogactwo. Najbardziej dziwaczne jest to, ze w tych skarajnosciach kryje sie rownowaga. Moze wynika to z religii?
Hindusi jak katolicy maja jednego boga w trzech postaciach. Te formy uosabiaja pewne sily. Kreator, Niszczyciel i Kierownik plus ich trzy zony reprezentujace Sile, Bogactwo i Edukacje. A poza tym caly panteon pomniejszych bogow a wszyscy skoligaceni w jedna wielka hinduska rodzine. I jesli Niszczyciel rujnuje, to tylko po to by Kreator mogl odbudowac na nowo, lepiej a wszystko pod okiem Kierownika. Cierpienia sa dobre- ucza i przygotowuja czlowieka na lepsze czasy. I jesli nawet jestem zszokowana jak mozna wierzyc w boga z glowa slonia to tylko dlatego, ze nie pamietam ze tuz obok ludzie modla sie do czlowieka wiszacego na krzyzu. Amen

ZDJECIE: swiatynia buddyjska, ktora mijam codziennie rano jadac autobusem do pracy:)

8/16/2007

Wiadomosc z ostatniej chwili


Ufff Dzis moj szef wrocil ze sniadania z Pania Hillary Clinton wiec cale biuro jest postawione na nogi a on cieszy sie jak dziecko. Wlasnie wyslalam maila do indyjskiej prasy (podpisanego moim nazwiskiem:) informujacego o tym donioslym wydzarzeniu.... Facio wie jak sobie robic dobry PR!
Co oznacza ze siedze 9 godzine w pracy...i wlasnie sie okazalo ze ide na kolacje z jakimis Bardzo Waznymi Osobistosciami hmmmm chyba nie powiniwn mnie marwic fakt, ze nasze biuro wyglada jak wyglada.
ZDJECIE: Pani clinton okutana w sari z szefem i naszym magazynem (na marginesie: chcialabym chodzic do tej samej kospetyczki co ona:))))

czas uciekinier


jejku jejku jutro minie 3 tygodnie od kiedy opuscilam Polonke. Niesamowite jak czas ucieka, z roku na rok coraj szybciej gdzies mnie gna a z drugiej strony przeciez tyle sie wydarzylo...

Poniedzialek... nie lubie poniedzialkow, trzeba isc do pracy:( Wieczorem wybieramy sie na Pondi Baazar, ktory nie jest bazarem w naszym tego slowa rozumieniu ale ulica ciagnacych sie sklepow. Kupisz tam szwarc, mydlo i powidlo ale my zdecydowalismy sie na:
- kilka sztuk bizuterii, jesli za taka mozna uwazac rzecz, ktora kosztuje mniej niz 2 zl.
- 2 miednice w slicznym koloze lila roz
- pare klapek ale oba pasujace na prawa noge.
Chyba nie byly to najlepsze zakupy w naszym zyciu ale na pewno najtansze i swietnie sie przy tym bawilismy. Jedno z powiedzonek domowych kiedy chcemy zaprosic kogos do pokoju to bazarowe"come to my shop".

Wtorek
Niemila przygoda:( Dwie Polka i jedna Finka postanawiaja oddac sie ulubionej rozrywce krajow swego pochodzenia czyli idziemy po wodke. Niestety 10 wieczorem pod monopolowym to nie miejsce w ktorych pojawiaja sie grzeczne dziwczynki, w ogole dziewczynki, bo kobietom w ogole mowi sie zdecydowane nie. Ja oczywiscie od razu robie sie agresywna szczegolnie gdy jeden podpity hindus probuje macac Kaske po tylku. wrrr wrrr wrrr Wracamy do domu i jakis koles nas sledzi!!! jezus maria nie wiedzialam nawet ze moj angielski obejmuje takie zlozone i wyrafinowane przeklenstwa ale efekt jest taki, ze natret ucieka jak poparzony. Ich lamany angielski zdecydowanie obejmuje slowo "policja". Wsciekle wracamy do domu ale to jeszcze nie koniec niemilych przygod. Dostajemy telefon z policji, ze Pasza z Rosji siedzi na komisariacie za jezdzenie motorem po miescie bez papierow. Wysylamy znajomego z papierami i po godzinie Pasza wraca do domu. Ufff musimy sie wspierac i uwazac na siebie. Ostatnia rzecza na jaka mam ochote to spedzic pare lat w indyjskim wiezieniu bo jakis glupek podrzuci mi kilo heroiny do torby bu. Wieczor konczy sie smetnie...

Sroda Indyjski Dzien Niepodleglosci
Bardzo urocze sa takie miniwakacje w srodku tygodnia. Rano wybieram sie na kawe z Marina z Serbii do hotelu Park Sheraton mmmm co za luksus. Jak czlowiek pobedzie sobie troszke w Indiach a potem trafi do takiego ekskluzywnego miesjca to nie sposob oprzec sie pokusie bycia obrzydliwie bogatym bez wzgledu na wszystko ihihih Marina jest typem dziewczyny ktora takie mysli ma niezaleznie od miesjca w ktorym sie znajduje ale poza tym to dobra dziewczyna. Babskie plotki pol dnia:)
Potem jeszcze obiadek za 2 zlote (wyobrazcie sobie te jakosc! hihihi) i leniwe popoludnie w domku. Oszczedzam sily bo w tym tygodniu czeka nas weekend w podrozy...

Zauwazam coraz wiecej "brytyjskich" rzeczy. Oczywisty jest ruch lewostronny choc nie dla wszystkich jest to jasne. Pierwsza moja podoz taksowka z lotniska z Hindusem to mniej wiecej taki dialog:
- nooo i przeciez...zapomnialam, ze tak jak w Anglii, macie ruch lewostronny (ja)
- to w anglii maja ruch lewostronny?! (hindus)
buahahah
a poza tym sarkastyczne reklamy spoleczne, pelno wiktorianskich budynkow wygladajacych jak ulane z piasku, popoludniowa herbatke z ciasteczkami, system prawny i oczywiscie jezyk.
Jakby jednak nie patrzec - Indie to nie Anglia:)

8/13/2007

Pondi weekend


Z kilku waznych powodow jak chorobliwa tesknota za Domem, malo pomysle wiesci z Polonki,
i :"nie spedze kolejnego weekendu w domu" w sobote rano spakowalam maly plecaczek i ruszylam do oddalonego o 150 km Pondicherry by spedzic samotny weekend na medytacjach i odnajdywaniu Prawdy. Moj chytry plan szlag trafil bo z biegu poznalam stado bardzo towarzyskich hindusow, ktorzy przez caly weekend ciagali mnie po kanjpach, plazach, komunach i imprezach. Swietnie sie bawilam ale dzieki genetycznym spadku po Mamusi mam glos niczym maly zul z bajki hihihi i musze udawac w pracy, ze to z powodu choroby. Nic natomiast nie tlumaczy mojej swiezo nabytej opalenizny.

Pondicherry to male, urocze miasteczko, byla kolonia francuska, co widac, slychac i czuc. Policjanci nosza kepi, architektura niczym w Paryzu, 35% ludnosci wciaz zna francuski a w powietrzu uniosi sie zapach croissant'ow. Jak na nadmorska miejscowosc przystalo pelno tu sklepikow, restauracji, hoteli i turystow (glownie z zachodu). Glowne atrakcje to Sri Aurobindo Ashram, pomnik Gandhi'ego, zabytkowa latarnia i ogrod botaniczny:)

Po 4 godzinach w autobusie (przepiekne krajobrazy) docieram na miejsce.
Pierwsze swoje kroki kieruje do wspomianego ashram'u zalozonego przez "Matke", Francuzke, ktora jako oswiecona wraz z Hindusem Sri Aurobindo prowadzila to znane na calym swiecie centrum medytacji, yogi etc. Oczekuje cudu ale juz przy wyjsciu dopadaja mnie malostkowe rozterki dotyczace noclegu i pustego brzucha hhihi. Probuje znalezc jakis hostel ale okazuje sie, ze wszystkie miejsca sa zajete i jedyna wizja to mata na ziemi w holu "Svastika Guest House" brrr Ide na obiad i wlasnie tam poznaje owa hinduska bande tubylcow, ktora przygarnia mnie pod swoje skrzydla. Szalona przejazdzka po miescie motocyklami i juz maja dla mnie tani i czysty hostel, chwile pozniej siedzimy w barze na pierwszym mojito a wieczorem szalenstwa na imprezie jak z filmu "The Beach".
Tak, tak, wiem, nie powinnam zadawac sie z Obcymi ale
1. nie czestowali cukierkami
2. jeszcze nigdy nie zawiodly mnie przeczucia w stosunku do ludzi
3. wszystko jest lepsze niz nocowac na podlodze holu hostelu, ktory ma w nazwie swastyke (nawet jesli w Indiach uzywa sie tego symbolu w zupelnie innym znaczeniu)
4. Hindusi sa naprawde tak bezinteresownie uczynni
Nastepnego dnia jedziemy do Aurville miasta idealnego, niewidzialnego, ktorego zaden narod nie nazwie swoja wlasnoscia. Wiecej czytaj na http://www.bochenia.pl/index.php?option=content&task=view&id=484 i http://rzeczy.net/czytaj_271.php bo mi brak slow!!!
Wizyta na plazy ale niestety Zatoka Bengalska nie nalezy do tych miejsc, gdzie piasek jest bialy a woda bladoblekitna. I juz weekend sie konczy i trzeba wracac do domu....

ZDJECIE: Pondicherry

8/10/2007

Tesknota


Trudny czas. Za pare dni minie, gleboko w to wierze ale teraz slabo sie czuje co przeklada sie oczywiscie na samopoczucie fizyczne. Ogole oslabienie i dziwny bol gardla sprawily, ze dzisiaj zdecydowalam sie zostac w domu. Zaniepokojeni znajomi z pacy telefonicznie udzielili mi milion rad i pytaja czy na pewno nie pilam wody z kranu. Ich angielski nie obejmuje slowa "gardlo'" ale doskonale rozpoznaja inne - ""goraczka"" na ktore reaguja panika. Odpoczne sobie, uspokoje sie troszke i jutro bede jak nowa.
Upal i bardzo wysoka wilgotnosc. Caly czas wszyscy jestesmy spoceni jak myszy, tylko Kaska, dziewczyna z Polski, z ktora mieszkam, jak gdyby nigdy nic biega w dzinsach i koszuli z dlugim rekawem. Pewnie dlatego, ze siedzi juz tu 8 miesiecy.
W mieszkaniu trwa ciagly ruch. Erik ze Szwecji pojechal na polnoc, Jay z Chin wyjezdza dziasiaj a Yorun z Holandii niedlugo tez rusza w podroz. Tylko dziwczyny czyli ja, Kaska, Yun z Korei i Kirsi z Finladii siedzimy grzecznie w domku pilnowane prez Pasze z Rosji, ktory chyba nigdy stad nie wyjedzie. Niedlugo maja do nas dolaczyc Angielka i chyba ktos z Francji. Codziennie odwiedzaja nas tez dwie Hinduski, pomagaja utrzymac to mieszkanie w jako takim porzadku. Nie znaja angielskiego ale wczoraj odbylam z jedna z nich dluga pogawedke w jezyku migowym:).
Mieszkanie nie rozni sie niczym szczegolnym od tych w Eropie z jedna roznica - mamy tu "szafe na duchy". Ta wneke w scianie zamyka sie rzezbionymi, drewnianymi drzwiami ozdobionymi dzwoneczkami. W srodku jest tylko mala poleczka, na ktorej mozna zrobic sobie oltarzyk i skladac ofiary bogom. Hmmm ciekawe czy mniej religijni hindusi trzymaja w niej miotly? hihihi
W Madrasie pelno jest gawronow, tych samych, ktore w Polsce budza nas w zimie swoim krakaniem. Dziwne wrazenie przy tutejszej pogodzie. Wszedzie tez walesaja sie bezdomne, wychudzone psy i koty, wyjadajace resztki ze smietnkow A fe... Milusie sa natomiast male szare wiewioreczki skaczace zwinnie z palmy na palme. Bardzo bym chciala zobaczyc slonia i malpy ale takie atrakcje zapewnia podobno centrum Delhi.
Wczoraj wraajac z pracy bylam w przepieknej buddyjskiej swiatyni. cisza, spokoj, wszysy sobie medytuja. A propos czytam ksiazke "Mnich, ktory sprzedal swoje Ferrari" i tez probuje cwiczyc swoj umysl. Tzn.: codziennie usiluje sie skoncentrowac na danym przedmiocie, tak by choc przez 10 minut nie myslec o niczym innym. Troche slabo mi idzie, juz w pierwszej minucie pojawia sie jakas irytyjaca mysl np:""czy na pewno wylaczylam zelazko?" hihihi
Staram sie tez myslec pozytywnie czyli kazda negatywna, smutna mysl jak slajdem zastepowac jej przeciwienstwem. Przy obecnym stanie mojej tesknoty za Domem to juz kompletna porazka:) Bede jednak dalej probowac i sie starac i to nie tylko dlatego, ze jestem w mistycznych indiach ale przede wszystkim dlatego, ze chce stac sie lepsza sama dla siebie .... i w konsekwencji tez dla innych.

8/09/2007

Czuje...


sie troche zmeczona Indiami. Jak to zazwyczaj bywa po dwoch tygodniach w podrozy czy na wakacjach - ma sie ochote wrocic do Domu. Inna sprawa, ze ja sie slizgam po krzywej akulturacji Hofstede (krzywa obrazujaca etapy szoku kulturowego: od euforii, przez negacje, asymilacje lub odrzucenie do ew. reasymilacji po powrocie). Jak szybko sie aklimatyzuje tak szybko neguje i po chwili znow wracam do etapu eforii. Niedlugo znow zaswieci slonce.
A doslownie to dzis byl pierwszy sloneczny dzien od mojego przyjazdu i nawet palmy wydawaly sie usmiechac na zielono:)
Powoli tez oswajam sie z praca. Podstwowa dzialalnoscia Madras Development Society (MDS http://www.mdsindia.net/ ), nongosa w ktorym odbywam swoja praktyke w Indiach w ramach organizacji aiesec http://www.aiesec.net/ , jest comiesieczna publikacja magazynu poswieconego tlumaczeniu systemu prawnego z angielskiego na lokalny Tamil. Ma to duzy sens w spolecznosci w ktorej okolo 50% ludzi angielskiego nie zna, pomimo iz jest to oficjalny jezyk Indii i wszelkie akty prawne wydawane sa wlasnie w tym jezyku. Naklad miesiecznika to okolo 2500 szt., jest on skierowany wylacznie do mieszkancow naszego stanu, Tamil Nadu - 62 miliony ludzi!!! dzisiaj zajmowalam sie przygotowaniami do kolportazu pisma a przy okazji dzieki gadulstwu wspolpracownikow moge sie duzo dowiedziec o lokalnych zwyczajach i kulturze.
Na marginesie, fascynuje mnie, ze mam do czynienia z cywilizacja, ktora przetrwala ladnych pare tysiecy lat a ktorej czlonkowie sa tak uroczo nieokrzesani. To normalne, ze Hindus po dobrym posilku bedzie glosno czkal i popierdywal niczym bobr z zimna nad rzeka.
Dzisiaj Sasi, o ktorej juz wspominalam, zona i matka slicznego dwulatka, lat 25 (gdybym byla na jej miejscu mialabym rocznego szkraba aaaaaaa!) opowiadala o swoim slubie. oczywiscie malzenstwo bylo aranzowane. A propos - jak zauwazylam Pan Kumar w wolnych chwilach przeszukuje portale internetowe typu sympatia.pl. Poczatkowo myslalam, ze to jakas obsesja zbreznego starca - okazalo sie, ze szuka zony dla swojego 30-letniego synka. Jako ze Pan Kumar pochodzi z kasty braminiow (top-kasta:) dziewczyna musi byc braminka co oznacza wegaetarianka, musi byc wyksztalcona i ladna a poza tym musza sie zgodzic horoskopy przyszlej pary mlodej. Dziewczyna musi zgodzic sie tez na opieke i uslugiwanie (doslownie z ang: serving) Panu Kumrowi i jego zonie czyli swoim przyszlym tesciom. Ja naprawde nie wierze, ze poszukiwania pana Kumara maja jakikolwiek sens buahahah
Wracajac do obrzedu slubu. Kobiety ubieraja sie w specjalne 8-metrowe sari. Na codzien prawie wszystkie chodza w sari, dlugosci 5 metrow. Mezczyzna tez naklada swojej wybrance pierscionek ale na palec u nogi! Oprocz tego ona dostaje jeszcze naszyjnik majacy sybolizowal wezel malzenski. Wiekszosc bedzie tez znaczyc skore glowy przy przedzialku na czerwono. On oczywiscie nie nosi zadnych sladow zobowiazan malzenskich. Gdybym miala podac powod dla ktorego nie chcialabym urodzic sie w Indiach od razu przychodzi mi do glowy: bo jestem kobieta.
Obowiazki plci pieknej:
1. byc ladna czyli np. barwic twarz na zolto, nosic 5 metrowe sari w upale itd.
2. pracowac
3. poslubic obcego faceta
4. po slubie mieszkac z jego rodzicami
5. zazwyczaj urwac kontakt z przyjaciolmi (zdarzaja sie przymusowe zmiany numerow telefonicznych)
6. urodzic syna
7. byc posluszna mezowi bo inaczej moze zdarzyc sie "wypadek" np. smiertelne poparzenie przy gotowaniu
8. gotowac
9. sluzyc mezowi
Jak to dzis ujal Pan Rama: "Mezczyzna siedzi sobie jak krol a kobieta robi reszte"
Tak, tak kobiety rzekomo tu tez sa szyjami. Nie chcialabym byc zadna czescia takiego ukladu. Po powrocie do Europy powaznie rozwazam pielgrzymke do grobu Christine de Pisan patrz: http://pl.wikipedia.org/wiki/Christine_de_Pisan:)
ZDJECIE: piesi

8/07/2007

ZDJECIA

slums


Madras----------->Powyzej: warsztat samochodowy


plaza





pocztowka z wakacji

















dmuchany chleb (UWAGA po dotknieciu palcem opada)





Dzien jak codzien...


czyli wstaje rano i zyje jak w Polsce.
Ale:
1. Gdy myje rano zeby, jak oblakana biegam po domu z ustami pelnymi piany szukajac czystej wody. Podobno ta z kranu jak sobie 2 dni postoi to legna sie w niej robale bleee
2. Wychodze z domu, drzwi otwiera mi portier, choc nasz budynek wcale nie przypomina rezydencji rodem z Hollywood
3. Ide sobie na przystanek i po drodze mijam moja sasiadke Krowe w oborze w sercu 12 milionowej metropolji.
4. Oprocz tego jeszcze z 10 sklepow z najdrozsza bizuteria swiata bo Hindusi maja swira na punkcie bizuterii
5. I w zwiazku z tym wiekszosc staruszek ma kolczyk w nosie tak jakby moja walka w 7 klasie o to by miec tylko jeden byla dobrym zartem
6. Na przystanku autobusowym nie wiem kiedy pojawi sie moj transport o numerze 29c bo rozkladu jazdy nie ma
7. Wsiadajac do autobusu przezywam Przygode Dnia bo
- kontroler jest tylko na tylnej platformie i w systemie z reki do reki place i za to otrzymuje bilet
- zazwyczaj w czesci dla mezczyzn jest duzo miejsca i tam siedze lub stoje i wywoluje zgorszenie czyli wszyscy sie ze mnie smieja
- boje sie ze czesc pasazerow zaraz zginie bo autobus jest tak przepelniony, ze czesc jedzie w zasadzie zwisajac NA autobusie
- autobus nie ma okien co ratuje wszystkich przed uduszeniem
ufff
8. Docieram do pracy i wdrapuje sie na 3 pietro schodami bo winda wyglada tak podejrzanie, ze w zwiazku z moimi koszmarami o-windzie-ktora-spada za nic do niej nie wsiade
9. W pracy wszyscy caly dzien sie wydzieraja w nieboglosy po tamilsku czyli po prostu rozmawiaja sobie. Czesto pada moje imie i staram sie tym nie przejmowac
10. Na obiad dostaje zawsze cos w dziwnych kolorach. Dzisaj mialam kurczaka w zielonym sosie i jaskrawopomaranczowy deser. Wszystko musze jesc rekoma.
11. Internet siada co 15 minut.
12. Gdy chce wyjsc o 18 do domu po dobrze spedzonych 8 godzinach zazwyczaj musze zostac dluzej bo hindusi maja inne poczucie czasu.
13. Wracam do domu autobusem zastanawiajac sie czy przezyje hihihihihi
14. Mam wieczor wolny... ale zazwyczaj padam na twarz po wszyskich tych wrazeniach:)

Jak powiedzial B. Bryson, pisarz amerykanski przez lata zyjacy w Anglii, to niesamowite, ze ludzie na calym swicie robia to samo: jedza, podrozuja, spia i sie bawia w tak rozny sposob.

ZDJECIE: typowy hinduski system alarmowy w domu czyli ochrona przed Zlym

8/06/2007

PIATEK tygodnia koniec i poczatek.


Ekipa z domu wydaje sie byc znudzona Indiami tzn. dla nich to juz normalne zycie. Ja jestem na samym poczatku i przez ich zasiedzenie czuje znaczny spadek energii.
Piatek w pracy – dzien czekania na Szefa. To urocze, gdy przychodzi wszyscy nagle sie ozywiaja, zaczynaja robic 5000 rzeczy na raz. Tylko pratykantka z Chin ostentacyjnie spi na biurku. Moze ona jest codziennie na kacu?
I ja doczekalam sie audeincji u Sampatha – zaplaca mi zgodnie z umowa i bede miala soboty wolne huha!
Piatkowy wieczor z ekipa z domu w indyjskiej restauracji, wciaz unikam przypraw w zbyt wielkiej ilosci ale jedzenie bylo pycha! Potem staralismy sie znalezc jakis alkohol w miescie ale po 23 jestes skazany na drogie hotele albo nielegalne zrodla, ktorych i tak nie ma.
W sobote rano wybralam sie do swiatyni, ktora widuje z okien autobusu jadacego do pracy. W swojej spodniczce, kolorowej koszulce i z papieroskiem w dloni jestem sensacja na ulicy. Niektorzys ie ze mnie smiejaL hihihi Prawdziwa lekcja pt:” Jak miec gdzies co inni o tobie powiedza”. Ale ja wiem, ze oni nie robia tego zlosliwie.

Swiatynia na swiezym powietrzu, ludzie przesiaduja w cieniu i sobie rozmawiaja (fajnie bylo by miec takie koscioly w PL), biedni dostaja jedzenie za darmo, nigdzie nie widac kaplanow . Luz. Spotykam studenta przewodnika , ktory wyjasnia mi meandry hinduizmu. Oczywiscie nic za darmo. „Zachod slonca jest za darmo...” ale juz za przewodnika, niechciane kwiaty jasminu i pozostawienie butow przed swiatynia musze zapacic. „Co laska” tu tez oznacza, ze wracam do domu splukanaL
Leniwe popoludnie, wieczor z aiesec’owcami na imprezce. Odwiedziny u jednego alumni (osoba ktora juz „ukonczyla” aiesec) – chlopaczek jest troche mlodszy ode mnie, rodzicow nie ma, szofer taty ma dac znac, kiedy beda wracac i wtedy musimy opuscic dom (a raczej najfajniejsza-rezydencje-jaka-w-zyciu-widzialam). Czuje sie znowu jak 16 latka i chichocze jak oblakana (nie tylko z powodu ucieczki) Potem jedziemy do Mary Brown – indyjski fast food jak oczywiscie nic nie jem bo wszystko jest zbyt pikantne, motyla noga, nawet czipsy sa pikantne!!! Obiecuja plaze ale jezdzimy jeszcze z godzine samochodem tam i siam w zasadzie nie wiadomo po co i w koncu Sid odwozi mnie do domu. Hmmm, dziwny sposob na spedzanie imprezy.
Niedziela, znow mam obiecana plaze ale juz sie nawet nie nastawiam. Fakt aiesec’owcy wpadaja po poludniu z urocza i niemoralna propozycja ale jest 17, ja ide na kolacje z szefem i w ogole jest NIEDZIELA czuje sie jak wlasna babcia ihihihi
Ide na kolacje z szefem ale najpierw musze wysluchac wszystkich mozliwych historii pt. „bo kolezanka mojego kolegi byla lapana za kolano” wrr. Efekt jest taki, ze ubieram sie jak zakonnica i przez pol wieczoru siedze sztywno. Pan Sampath zabiera mnie swoim luksusowym wozem z szoferem do "Guindy Club" podobno bardzo prestizowego klubu w miescie. Jest basen, fakt, i ladny trawnik ale jakosc obslugi i sama resturacja w niczym nie przypomina prestizowego klubu. Oprocz tego szef przynosi butelke wina (swoj alkohol!) i drobne prezenty dla mnie co jeszcze bardziej wzmaza moja czujnosc. Po godzinie grzecznie odwozi mnie do domu...
Poznym wieczorem zwabiona halasem ide na indyjskie wesele. Wow. Ludzie spiewaja i tancza jak na jakims "Disocvery", sa clown'i, muzyka na zywo i oltarz z kwiatow przedstwiajacy pare mloda, przed ktorym pala ogien i rozbijaja arbuzy. Mimo ze w dresie znowu jestem entyzjastycznie witana przez tlum i zapraszana do wspolnego tanca. Jakbym niechciala bym niewidzialnym obserwatorem nie moge sie ukryc z ta swoja biala skora, w ktorej czuje sie bardzo...bialo. ihihih
ZDJECIE: swiatynia, a to zolte u dolu - riksza:)

W czwartek...


szefa nie ma wiec wszyscy robia co chca i nikt nie pracuje. Oprocz mnie...oczywiscie. Bardzo irytuje sama siebie postawa typu „jak tak mozna”. Moze dlatego tu jest tylu ludzi, bo nikt nie umiera przez 30 na zawal i wrzody ze stresu hahaha. Pocieszajace, ze moje wysilki sa dostrzegane. W ogole sa dla mnie BARDZO mili i ja tez ich lubieJ.
Pan Sampath aka Szef ma dwoch sekretarzy pana Kumara i pana Rama. Oprocz nich jest jeszcze Sasi – sekretarka(?) i Mani – chlopiec od wszystkiego, nie mowi po angielsku ale zna sie na komputerach, parzeniu herbaty i zdejmowaniu butow przez wejsciem do biura Szefa. Hindusi sa bardzo hierarchiczni.
Ogarniam pranie i zakupy. Potem uroczy wieczor ze wspolokatorami (nie lubie tego slowa – bardziej pasuje angielskie „flatmates”).
troche martwie sie o finanse, prawdopodobnie tylko dlatego, ze jestem skapa, a moze dlatego, ze dzisiaj duzo wypadla: riksza, zakupy, kregle. Przestaje pisac o swoich wrazeniach na temat tutejszej kultury bo na razie widze same skarajnosci. Za pare tygodni wroce do tego. Jak tylko zaczenie mie sie w glowce ukladac
ZDJECIE: sklep z garnkami

Praca i nowe mieszkanie


Wczoraj 1 dzien w pracy. Mialam byc gotowa o 14.30. O 12.00 wpada jakis obcy chlopaczek i kaze mi sie zbierac. Jestem Pani Totalnie Spanikowana. Mamy byc na miejscu o 14.00 ale droga daleka, trzeba sie spieszyc. Szybciutko sie szykuje, po czym okazuje sie, ze mamy jeszcze sporo czasu. Zrozum Hindusa! Jemy “lunch” czyli pizze na stacji benzynowej – najgorsza jaka jadlam w zyciu z mnostwem przypraw i parowka. Miesa jest w Indiach malo, wiekszosc Hindusow to wegetarianie. Zdarza sie kurczak, ryba, parowki. Wroce do Polski i zjem najwiekszego schabowego jaki istnieje!
Poznaje szefa – bardzo wyksztalcony i “swiatowy” czlowiek, wiele podrozuje gdyz jest zapraszany przez rozne osobistosci np. Hillary Clinton. Z drugiej strony nasze biuro wyglada jak melina na Mieleckiej, nie obrazajac meliny na Mieleckiej. Robie dobre wrazenie HA!
Dostaje komputerek i pierwsze drobne zadania. Okazuje sie, ze beda mnie zywic raz dziennie. Jest jeszcze jedna praktykantka, dziewczyna z Chin ale ma wielkie problemy z angielskim i wydaje sie bardzo znudzona. O 18.00 koncze prace i prawie godzine czekam na laske z aiesec tylko po to, zeby wsadzila mnie do rikszy i wynegocjowala cene, co oczywiscie umiem juz zrobic sama. Przy okazji malo nie wpadam pod pedzacy motor.
MAMO, TATO obiecuje, ze od tej pory bede BARDZO ostrozna.
Wsciekala docieram do domu. Ktos ma mnie przeniesc sie do nowego mieszkania ale oczywiscie cicho i glucho. Dzwonie do Sid’a, aiesec’owca pochodzacego z Delhi, ktory juz mi bardzo pomogl. Dzien przez rozpoczeciem pracy zabral do miasta, pomogl kupic telefon i poszlismy do kina na Harego Pottera (w trakcie seansu jest przerwa!hiihi). Sid pojawia sie w ciagu 15 minut i jedziemy.
Ludzie na Nungambakam, gdzie teraz mieszkam, sa w Indiach od dluzszego czasu, mieszkaja juz razem z rok i potrzeba czasu bym sie “wkrecila”. Witaja mnie serdecznie ale nie cieplo. Ja z biegu wale miedzykulturowego babola, zmeczona calym dniem, mowie o problemach jakie z mialam z “china people” co w wolnym tlumaczeniu oznacza nie chinczykow a ludzi z porcelany. Troche tak jakby “Polish people” oznaczalo nie Polakow a polerki. Szybciutko sie poprawiam i mowie glosno i wyraznie, ze nie mam nic przeciwko ludziom z Chin ani skadkolwiek inad. Wszyscy w mieszkaniu sa “cool” co mnie troszeczke drazni. Wole tych cieplych i sympatycznych ludzi, ktorzy sprawiaja, ze czujesz sie jak w domu. I co z tego, ze cieple kluchy?
Pierwszy wieczor - filmik. Milo.
Ale co to za mieszkanie! Co za luksus! Pralka typu “Frania”, zelazko, kuchnia pelna naczyn, lazienka z toaleta zamiast dziury, zolte sciany, plastikowe krzesla. Prawie jak w domu. Prawie robi roznice. hihi
ZDJECIE: Matka-Hinduska

Trudne poczatki


Czwary dzien i ciagle pada. Mam bardzo zle sny, chaotyczne koszmary. Szok kulturowy trwa.
Drugiego dnia bylam z aiesec’owcami na plazy pomagajac im w dzialaniach na rzecz organizacji. Piasek bardzo zolty, mnostwo biedoty i dzieciakow, straganow z zarciem i kiczu typowego dla takich miejsc jak np. wesole miasteczka. Bylo calkiem milo, oczywiscie nikt sie nie kapie ale zjedlismy sobie lody nad brzegiem. Potem jeszcze wizyta w kilku kawiarniach ale zrozum Hindusa w jakim celu.
Wciaz nie mam swojego miesjca w mieszkaniu. Para z chin (Tracy I John – okazuje sie, ze Chinczycy oprocz swoich uzywaja tez angielskich imion) miala byc rozdzielona, tak bym mogla mieszkac z dziwczyna ale pod zadnym pozorem nie chca sie zgodzic.
Powody:
1. Jesli chinska para zostanbie rozdzielona bedzie przekleta.
2. Wg. chinskiego “Zlotego Prawa”: Jesli czegos nie chcesz nie pozwol nikomu by cie do tego zmusil
Tak wiec wciaz spie katem na materacu w pokoju Serbek.

Trzeciego dnia jestem dzielna, niezalezna Podrozniczka (buahah), wiec biore mapre 12-milionowego Madrasu i ruszam na miasto. Cztery godziny piechota i rikszami: zaczynam od Uniwersytetu w Chennai (piekne kolonialne budynki), przez nadbrzezne muzea (?), do Portu Chennai. Slumsy – placze i mam odruch wymiotny, nie moge uwierzyc. A potem kolejne piekne kolonialne budynki stacji kolejowej i korporacji Madrasu (czymkolwiek ona jest).
Gubie droge i pozwalam zedrzec z siebie niebotyczne pieniadze za riksze czyli w zalotowkach przeplacam 60 groszy.
Z jednej strony wszedzie chca mnie oszukac i musze walczyc o kazde takie 60 groszy a z drugiej strony jako biala kobieta jestem traktowana jak VIP – przepuszczana w kolejkach, witana przez ludzi na ulicach, ale i zawsze pod obstrzalem setek par oczu.
Wracam do domu potwornie glodna – przez caly dzien nie moglam znalezc sensownego miejsca na posilek. Wspollokator z Chin – Karl, najmilszy z calej piatki – zabiera mnie do indyjskiej restauracji. Zamawiam pomidory z nan chlebkiem (najbezpieczniejsze) a moj towarzysz oczywiscie ryz. Na deser dostaje plasterek pomidora w cukrze – chinski przysmak. Zjadam dzielnie i jestem milo zaskoczona.
Potem jeszcze wizyta w “centrali telefonicznej” – cos w rodzaju sklepiku z budkami telefonicznymi jak na poczcie w PRL. Rozmowa z Krzysiem i Mama. Staram sie nie plakac ale opowiadajac o zyciu tutaj sama jestem zaskoczona jakie jest trudne. Brak czystej wody, gazu, ubostwo, materac na podlodze, slamsy, pogoda-sauna, komary, dziwne jedzenie itd.
Wieczor z Milena z Serbii i Younem z Holandii na pifku za niebotyczna cene 12 zl., pewnie dlatego, ze wiekszosc knajp jest w hotelach. W tzw. miedzyczasie okazuje sie, ze zwalnia sie miejsce w jednym z mieszkan i na dniach bede mogla sie przeniesc. Holender bedzie jednym z moich wspollokatorow. Bardzo sie ciesze ale szkoda mi zostawiac Serbki. Kochane dziewczyny, bardzo mi pomogly Same maja problemy, nie tylko z mieszkaniem ale i z praca. Jak do tej pory jakosc praktyk aiesec pozostawiam wiele do zyczenia.Bardzo zle sny – najglebsze leki, podswiadomosc na wierzchu. Po przebudzeniu nie wiem gdzie jestem i dlaczego. Jutro pierwszy dzien w pracy – bardzo dobrze
ZDJECIE: krowy w Madrasie