9/18/2007

HALO


Co z ta Polska? Czy odcielo Wam tam wszystkie linie internetowo-telefoniczne? Nikt sie do mnie nie odzywa... :( Hmmm Halo, halo!



W piatek Szef zorganizowal impreze pozegnalna dla Doiry - Krolowej Lenistwa jak nazywal ja przez caly wieczor. Nawet nie chce wiedziec jak ona sie do niego zwracala w myslach :). Konflikt na linie Indie-Chiny trwa. Bylismy w miedzynarodowym gronie: Niemcy, Litwa, Wlochy, Holandia, Polska, Chiny, Indie. Sampath wynajl sale w jednym z tutejszych zamknietych klubow, przyniosl odtwarzacz CD typu "jamnik" i swym autorytarnym tonem kazal nam pic whisky i tanczyc. Coz trzeba bylo sluchac Szefa...

Doiry bardzo sie cieszy, ze jej praktyka dobiega konca i moze juz wracac do domu. Wydaje mi sie, ze nie byla dobrze przygotowana do wyjazdu i "niespodzinek" jakie oferuja Indie. Po czesci to na pewno wina AIESEC Beijing - organizacja ma obowiazek przygotowac praktykanta na szok kulturowy. Dla Doiry to byl pierwszy wyjazd zagraniczny, nie odnalazla sie w nowym srodowisku, w koncu nie wyszyscy kochaja podroze ( i nie musza: ). Szkoda tylko, ze zamiast szerzyc zrozumienie, tolerancje i wrazliwosc miedzykulturowa w ten sposob AIESEC przyczynia sie do wzajemnej niecheci. Podejrzewam, ze moja kolezanka wroci do swojego kraju i bedzie opowiadac, ze Indie sa beznadziejne. Bardzo szkoda.

W sobote zabieram K. do Pondicherry i powtarzam z nim wycieczke, ktora odbylam pare tygodni temu. Teraz jednak pewne rzeczy postrzegam inaczej a inne widze w nowym swietle. Ta sobota to urodziny Ganesha - Boga z glowa slonia, Kreatora, ktory w jednej z rąk trzyma zwykle naczynie ze słodyczami. Mniam moj ulubiony Bog hihih By uczcic jego swieto Hindusi na ulicach lepia figurki solenizanta z gliny. Zdumiewajace jaki uzdolniony jest ten narod. Rozmawiam z Kasia, ktoa parala sie rzezba w kamieniu, a ktora tu jest szeroko rozpowrzechniona, m.in. ze wzgledu na hordy turystow spragnionych figurek. Kasia mowi, ze oni uzywaja tu renesansowych metod, rzezbia calosc w jednym kawalku kamienia, nie "skladaja" poszczegolnych czesci, co jest bardzo trudne i ryzykowne - gotowa rzeba moze sie rozpasc przy koncowych szlifach. Dziela sa bardzo detaliczne, azurowe. Cudenka.

Swieto troche krzyzuje nam plany bo muzuea i inne atrakcje jak np. kolejka waskotorowa w ogrodzie botanicznym sa zamkniete ale i tak spedzamy z K. mily dzien w Pondi, ktore faktycznie przypomina stare komedie z Louis de Funes. Po poludniu kapiel na plazy w Aurville - zastanawialam sie z czego zyje ta spolecznosc - Francois, moj wspollokator Hindus wychowany we Francji mowi, ze wykorzystuja miejscowa ludnosc do wyrobu ciuchow, ktore sprzedaja za nibotyczne ceny na Zachodzie. Nawet jesli to plotka, jesli tkwi w niej ziarno prawdy...

Wieczorem lapiemy autobus do Machabalipuram, gdzie switowane sa nie tylko urodziny Ganesa ale tez Pashy z Rosji :) Niespodzinka sa fajerwerki na plazy. Mamy troche problemow z tubylcami - boja sie o swoje sieci rybackie, ktore walaja sie na piasku. Maja mocne argumenty "to nasz kraj" jezu, gdyby ktos osmielil sie tak powiedziec w Europie z miejsca przypieto by mu latke "nacjonalista". Oswiecenie, ktorego tu nie bylo?

W niedziele rano chcielismy obejrzec nabrzezna switynie ale niestety okazuje sie, ze wstep jest platny 250 rupii (17 zl), niby nic ale dla tubylcow bilet kosztuje 10 rupii (70 groszy). dla zasady nie place. Taj Mahal jest jeszcze gorszy - 700 rupii dla przyjezdnych, 30 dla miejscowych. Nie jestem turystka a wolontariuszka, moi znajomi, ktorzy sa na praktykach managerskich placa tu podatki. Niesprawiedliwosc. Ale i tak nic nie moze popsuc nam humorow bo reszte dnia spedzamy na basenie w Ideal Beach i jest idealnie. Pasza poznaje jakiegos Rosjaniana, ktory proponuje zebysmy sie zabrali z nim samochodem do Chennai. Mi dwa razy powtarzac nie trzeba choc lubie podroze lokalna komunikacja. Dimitrij pracuje dla konsulatu generalnego Rosji ale jest chamem jakich malo. Rzadko tak mowie o ludziach ale ten czlowiek pobil wszelkie rekordy. Wypadki drogowe w Indiach zdarzaja sie tak rzadko, bo wszyscy sobie ustepuja z drogi. Wyprzedzamy na trzeciego ale z pelna swiadomoscia, ze kierowca z naprzeciwka nie bedzie na tyle dumny (glupi) by spowodowac wypadek. Dimitrij jezdzi po europejsku, wyzywa innych, wystawia przez okno srodkowy palec i w koncu zlosliwie powoduje stluczke. Jako byly bokser wychodzi z auta i chce pobic bogu i ducha winnego Hindusa. Zlatuje sie tlum wszyscy bronia swojego rodaka, w koncu Hindus daje noge. hihihi Europejska arogancja jest tysiace razy gorsza niz tutejsza ignorancja. Co z tego, ze przecietny Hindus nie ma pojecia w jakim stanie lezy Delhi, gdy usmiechniesz sie do niego na ulicy odpowie usmiechem. Co z tego, ze tu wciaz robotnice nosza gruz w naczyniach na glowie asystujac przy budowie ulicy. Co z tego, ze...?

W poniedzialek wiczorem wybieramy sie z K. na joge. Yoga - zjednoczenie ciala i umyslu. Zaczynamy od wibracji. Siedzac po turecku mruczymy "om" by otworzyc kanaly energetyczne w swoich cialach. Bardzo chce mi sie smiac. A potem juz cwiczenia jak na WF z jedna roznica - trzeba sie skupic na ich przezywaniu. Doswiadczyc swojego ciala. Konczymy zajecia relaksacja, prowadzaca prosi bysmy umyslem poprzez skore wnikneli do swego ciala, pomysleli o miesniach, rozluznili je, podzikowali sercu, plucom, zolodkowi i innym organom za to, ze zyjemy. Piekne to bylo. Wtorkowy wiczor takze dla ciala - idziemy na masaz, mmmm, potem jeszcze fryzjer, manicure, czuje sie jak krolewna.

Sroda rano, K. wyrusza w dalsza podroz. Nie wiem kiedy sie zobaczymy. Uczuciowe i emocjonalne HALO

9/14/2007

Przygody


Gdy ja prowadzilam swoje "zwyczajne" zycie w Chennai K. zostal w Kerali by bawic sie w "Inspektora Gadget'a na poszukiwaniach kamery". Zmobilizowal pol Aleppi, policje, rikszarzy, zorganizowal plakaty w calym miescie i spoty telewizyjne, przez 2 dni w pocie czola szukal, weszyl i tropil by w koncu 3 dnia przyszedl jeden chudy rikszarz z kamera w reku, druga konczyne wyciagajac po nagrode, ktora K. ustanowil dla szczesliwego znalazcy. Nic to, ze to byl ten sam kierowca, ktory uciekl ze zguba pozostawiona przez K. przez nieuwage w jego rikszy. Wszystko dobrze sie skonczylo, aparat fotograficzny zostal naprawiony, Inspektor odniosl kolejny sukces...ihihihihi.

Tymczasem ja we wtorek wieczorem poznalam malezyjskiego Ministra Robot Publicznych. Okazal sie przesympatycznym czlowiekiem choc przez pierwsze 5 minut milam nogi jak z galarety. Obalilismy w trojke z Sampathem butelke wina. Minister wybiera sobie warzywka na kolacje.

Kelner: Moze marchewke?

Minister: Tak, poprosze.

Kelner: Ogorek?

Minister: Chetnie...

Kelner: Ziemniak?

Minister: Nie dziekuje, sam wygladam jak ziemniak.

hihihihihihih faktycznie linia nie grzeszyl...

Po godzince audiencji/libacji zostalam obsypana prezentami i grzecznie odeslana do domu:)

Sroda wieczor diabel mnie podkusil zeby pojsc na impreze. Moze dlatego ze mialam meczacy dzien w pracy i wszystkie klopoty hordami zamiast parami zwalily mi sie na glowe, bylam bardzo niegrzeczna, strasznie sie strabilam i nie poszlam w czwartek do pracy. Hmmm wielkie wyrzuty sumienia meczyly mnie caly dzien gdy chorowalam w lozku ale dzis mysle sobie ze warto bylo. Imprezka domowka: Hindusi, Wlosi, ja z Polski i jedna bardzo interesujaca dziewczyna. Jej mama jaest Hinduska, ojciec jako hippis przybyl z Islandii na poczatku lat 70. Tiara ich corka - moja nowa znajoma ma 9 rodzenstwa. Dziewczyna jest bardzo inteligentna choc pokrecona. Irokez, 4 proby samobojcze, modelka. Spedzilam z nia pol nocy sluchajac mrozacych krew w zylach historii o jej dziecinstwie. Pytana o religie mowi, ze wychowala sie w chrzescijanstwie, po chwili opowiesci okazuje sie, ze to byla sekta. Komuna ma prawo karc wszystkie dziec (bicie rozga po plecach) za nieposluszenstwo trzeba komunikowac sie ze zmarlymi i tego typu historie. A ja myslalam, ze katolicyzm miesza w glowie. Nic dziwnego, ze panna jest odjechana.

Przed impreza ide z Szefem na kolacje i dowiaduje sie tez troche wiecej o nim. Pochodzi z kasty Yadav - kasty mleczarzy. Zapytany dlaczego nie ma dzieci z rozbrajajaca szczeroscia odpowiada, ze nie mial mozliwosci sie reprodukowac hihihihih

Wczoraj sliczny wieczor ze wspolokatorami, uwielbiam ich wszystkich i atmosfere w naszym mieszkaniu, naprawde czuje sie jak w domu :) i dzis rano K. wrocil ze swej wyprawy, dwa ostatnie dni spedzil w Kerali jezdzac na sloniach, karmiac malpy, odwiedzajac plantacje kawy i herbaty, lokalnych kaplanow, lowiac ryby o swicie. Przyjechal usmiechniety i pelen wrazen :) Przygoda...

ZDJECIE: Jezu, dzieki za katolicyzm

9/10/2007

Wszystko bedzie dobrze!


Nie bede wybierac, ani rysowac drzewek decyzyjnych, znajde madra droge pomiedzy sercem a rozumem i wciaz bede szczesliwa...

A wszystko pewnie po to bym kiedys wreszcie zrozumiala, ze to Ty... i ze oboje chcemy pojsc ta droga razem.

Nic nie wiem ale nie musze sie juz bac bo WSZYSTKO BEDZIE DOBRZE!

ZDJECIE: Buziaczek znad Morza Arabskiego

Niespodzianka


Czwartek.
Jak gdyby nigdy nic siedze sobie w pracy i uzeram sie z Hindusami, hotelami na konferencje, Doiry, drobiazgami w stylu: skonczyl sie klej itd., gdy nagle okazuje sie, ze ktos dostarczyl dla mnie przesylke. Uuuu, przesylka dla mnie, Pani Prezes? Ale to nie zaproszenie na Bradzo-Oficjalne-Wydarzenie ale... 500 roz i list milosny!
Oczywiscie w glebi swej proznosci jestem bardzo mile polechtana z drugiej jednak strony afera na cale biuro i ogolne zamieszanie z Szefem na czele, ktory straszy adoratorami-porywaczami. Rozdaje czesc bukietu bo przeciez nie wsiade do indyjskiego autobusu z takim wianem. Wychodze z pracy, mysle o potencjalnym dostawcy, wyciagam komorke - sms'ami dotre do tajemniczego wielbiciela. Jestem ubawiona, jak codzien zmeczona po pracy, zamyslona - nie zwracam juz uwagi na dziwactwa hinduskiej ulicy. Nagle ktos zachodzi mnie od tylu i chwyta za ramie. Odruchowo odwracam sie by krzyknac i odepchnac natreta a tu... Krzys!!!
A raczej Krzysiek. Przed wyjazdem do Indii przez 500 dni wierzylam, ze bede jego zona. Na pare dni przed wyjazdem sprawil, ze przestalam wierzyc. I wlasnie wtedy , gdy (jak mam w zwyczaju) otrzasnelam szybciutko piorka by pofrunac dalej w swiat, niespodzianka z Polski przybywa. Ja zawsze wiedzialam, ze Krzysiek jest pozytywanym swirem, ale nie spodziewalam sie, ze w tajemnicy przyleci do Indii by mnie odzyskac. Zreszta, przeciez takie rzeczy zdarzaja sie tylko w dosc szmirowaych romansach. Prawdziwe zycie, szczegolnie wlasne nie jest jednak szmirowtym romansem. Ale ta szczegolna scena: ja z bukietem, pisekiem, lzami i o z twarza skurczona z nerwow, kamera w reku, by uwiecznic te wiekopomna chwile, przytulajacy sie w miejscu publicznym to dopiero bylo widowisko dla setek przechodniow. Zazwyczaj by zobaczyc takie sceny musza zaplacic 120 rupii - tyle kosztuje bilet do kina.
Jedziemy na plaze, kolacje, sniadanie. Rozmawiamy. Rozmawiamy. Rozmawiamy... Ja naprawde jestem wsicekla. Jestem wsciekla na niego za to, ze smial powiedziec, ze nie wie czy mnie jeszcze kocha. Jestem wsciekla na to, ze w taki glupi sposob chcial mojego dobra. Jestem tez wciekla po jego nieoczekiwanym przyjezdzie, dlatego ze znowu wywraca mi swiat do gory nogami. Jestem wsciekla, bo za rogiem, niczym wyrzut sumienia, czeka zupelnie nowa, apetyczna, bezproblemowa, absolutnie ekscutujaca przygoda, ktorej chce sprobowac. Decyduje nie podejmowac zadnych decyzji a tymczasem pokazuje Krzyskowi Chennai, moje wszystkie wydeptane sciezki do swiatyn, restauracji i sklepikow z bananami. Ciesze sie z nim, jakbym widziala to wszystko po raz pierwszy.
Niespodziwanie szybko nadchodzi piatek i moja zaplanowana wycieczka nad Morze Arabskie z Pasza z Rosji. Jeszcze nie wiem, czy tego chce czy nie ale Krzys jedzie z nami. Trzeba mu zalatwic bilet co nie jest takie proste. Koleje indyjskie to najwiekszy pracowdawca swiata - 1,5 miliona ludzi. Mozna sobie tylko wyobrazic ilu ludzi jezdzi pociagami i co sie dzieje na dworcach. Pasza zarezerwowal nasze bilety juz miesiac wczesniej, kolejka do kasy za miejscowka dla K. ciagnie sie na kilometr. Chyba jakas czesc mnie bardzo chce by jechal z nami, bo uzywajac swojej bialej skory i (nieskromnie zauwazajac) uroku osobistego, odgrywajac Zagubiona w Czasie i Przestrzeni Blondynke bezczelnie wpycham sie na sam przod ogonka i zdobywam dodatkowy bilet. Idziemy na peron - pociag ma nieskonczona ilosc wagonow, gdy w koncu znajdujemy nasz okazuje sie, ze Pasza pomylil perony. Uh. W koncu (po kolejnych 15 minutach biegania) jestesmy we wlasciwym przedziale. Wnetrze pojazdu bardziej przypomina mi wiezienie: karaluchy tancza salse, "kuszetki" twarde i waskie jak prycze przykute lancuchami do scian jedna nad druga, przeludnienie, brudne toalety i dziwaczna atmosfera porozumienia w niedoli.
Przygoda, przygoda, kazdej chwili szkoda.
Ku zgorszeniu hindusow (znowu!) dziele z K. prycze - jego bilet nie obejmuje nawet takiego luksusu. Brytyjczycy wybudowali kolej, niestety Hindusi nia zarzadzaja. Docieramy do Kerali rano - mamy przed soba dwa urocze dni w jednym z turystycznych stanow Indii. K. ze swoja kamera i Wielkimi Oczyma jest turysta wlasnie, ja i Pasza "prawie tubylcy" instruujemy go jak jesc, co pic i tlumaczymy dlaczego nie uwazac Hindusow za gejow. Im bardziej na poludnie naszej planety tym wieksze znaczenie ma meska przyjazn i tym mniejsza tolerancja dla homoseksualistow. Tutaj mezczyzni sa bardzo wylewni w okazywaniu sobie sympatii co obejmuje: trzymanie sie za rece, przytulanie i obejmowanie. Problem homofobii oczywiscie nie isnieje bo oficjalnie homoseksualistow brak buahaha.
Dla mnie ta sobota to trzeci Dzien dziecka w Indiach - plaza. Ta w Aleppi nad Morzem Arabskim (mmm egzotyka) jest pusta, czysta i w poblizu palmowego gaju. Szczyt szczescia. Palimy sie w sloncu, K. przynosi mi kwatka - wielkiego na dwa metry liscia sluzacego potem za parawan i jest po prostu slicznie.
Po poludniu przenosimy sie na przystan - czeka nas przeprawa publicznym promem po jeziorach Kerali. Po dwoch godzinach czekania, butelce whiski i Todi - hinduskiego wynalazku zrobionego ze sfermentowanego na drozdzach mleka kokosowego (ktory smakuje jak koksowe tanie wino :) wskakujemy na poklad. Jest pieknie, troche jak na naszych Mazurach - woda, zielono, i tez pachnie pieczonymi ziemniakami ale reszta zupelnie jak z Discovery Channel. Bambusowe chatki ukryte pomiedzy jeziorami i kanalami. Znowu nie umiem znalezc slow...Zyjac w XXI wieku w Europie nie moge uwierzyc, ze istnieja jeszcze tak dzikie zakatki , choc co drugi dzien widze je przeciez na ekranie telewizora.
Docieramy na miejsce poznym wieczorem. Znajdujemy nocleg, dobra i tania restauracje na dachu jednego z hoteli. Pasza prowadzi wycieczke. Jest kochanym czlowiekiem - manager naszego mieszkania organizujacy smsowe wybory nowej lodowki, placacy rachunki, rugajacy sprzataczki, swietny organizator wycieczki choc krzykliwy i despotyczny. Krzys podejrzewa tez, ze jest troche zazrrosny - w koncu mial to byc wypad we dwoje. Moze na cos liczyl? Mi takie rzeczy wciaz nie przychodza do glowy, a moze powinny? W kazdym razie szybko spac - pobudka o 6 rano na wycieczke do sanktuarium ptakow. Rano nie jestem zbyt szczesliwa szczegolnie po tym jak na dworcu autobusowym jedna szalona babulinka probuje wyzebrac od nas pare rupii a Pasza bije ja po rekach za rzekome wkladanie mu wychudzonych rak do kieszeni. Moze po poltorej roku w Indiach mozna nabawic sie takiej znieczulicy...?
Na miejscu okazuje sie, ze warto bylo tak wczesnie wstawac by lazic po dzungli ze wschodem slonca. Jesli Hindusi w zasadzie nie wiedza co to znaczy kontrola zanieczyszczen i utylizacja smieci to w tym parku na kazdym kroku znaki prosza o zachowanie czystosci.
Cisza, spokoj, ramie za ktorym przeciez tak bardzo tresknilam na wyciagniecie reki i w koncu bezgranicznie oddane. Jeszcze dwie przeprawy lodka i jestem z K. na plazay. Tone we lzach. Wzruszenia, szczescia, zalu? Nie wiem, ale w polowie szczesliwej wizji o bialym domku z bialym plotkiem K. przerywa by wykrzyknac, ze.... zgubil kamere. K***a, dlaczego takie rzeczy przytrafiaja sie wlasnie mnie? Na pol godziny przed odjazdem pociagu w szale poszukiwan psuje sie jeszcze jego aparat fotografczny i szlag wszytko trafia. Zlatuja sie policjanci, plazowi straznicy, gapie. K. zostaje w Kerali by szukac naszych filmikow a ja wsiadam do pociagu, ktory wiezie mnie do prosto do pracy w poniedzialkowy poranek. I znowu go nie ma. Dlaczego? Pewnie po to bym uswiadomila sobie, ze mimo wszystko bardzo za nim tesknie. Niespodzianka?

ZDJECIE: Krypy- plywajace Hiltony, za jedyne 200 zl dziennie. Czy ktos chce jeszcze jechac do Egiptu :))) ?

9/04/2007

Pozytywne myslenie


Sobotni wieczor spedzilismy w swiatyni. Zwykle (czytaj: prawie nigdy:) chodze tam w niedziele by sie modlic, tego wieczoru ogladalismy tradycyjne indyjskie tance, wykonywane przez studentow jednej z najslynniejszych szkol artystycznych w regionie - Kalakshetra. Bylam pod wielkim wrazeniem. Precyzja, poziom skomplikowania, gra aktorska i usmiech w ukladach trwajacych czasem po pol godziny. Najbardziej podobal mi sie kosmiczny taniec Siwy wykonywany przez 3 chlopcow. Wszystkie boys bandy swiata sa przy nich zalosne :)
Chcialabym sie tak modlic codziennie...
Poznaje przeurocza pare z Australii Simona i Robin, i mimo ze mogliby byc moimi dziadkami szybko lapiemy kontakt i wymieniamy ironiczno-zartobliwe uwagi na temat indyjskiej kultury. Ona jest poetka, on emerytowanym lekarzem, ktory wyemigrowal z Londynu jako chlopiec. Jego dziadek i ojciec byli lekarzami wojskowymi sluzacymi dla armii brytyjskiej gdziekolwiek na swiecie im przyszlo, on sam jako dziecko spedzil pare lat w Kenii. Jego zona byla jedna z pierwszych ofiar niewiedzy o tym, ze dluga podroz samolotem moze okazac sie zabojcza (dlatego trzeba brac aspiryne przed startem). Po smierci zony Simon poznal swoja obecna "partnerke" Robin i teraz podrozuja razem po swiecie. :)
Niedzielny poranek poetycki. Ubawilam sie po pachy. 4 pokoje prezentacji wierszy w jezykach: angielskim, hiszpanskim, tamilskim i chinskim. Hiszpanow nie bylo bo rozbiegli sie leniuchowac, kupowac, jesc i pic. Chinczycy zaskakujaco duzo sie smiali (pierwszy raz w zyciu mialam w rekach ksiazke wypelniona ichnimi znaczkami, zdziwiona, ze zapisanie jednej nie zajmuje setek lat). Wiersze tamilskie byly bardzo, bardzo dlugie - juz wspominalam o hinduskiej gadatliwosci - i bardzo ekspresyjne. Ale najlepszy byl pokoj angielski, gdzie mieszala sie spolecznosc kongresu, przybyla z calego swiata. W indyskiej poezji bardzo czesto powtarza sie wersy, strofy, cale akapity. Moje skojarzenie - mantry (choc moge sie mylic). Nawet jesli sie tak nie dzieje poeci czytajac swoje dziela powtarzaja po pare razy jedna mysl tak, by trafila do sluchacza w calej swojej glebi. Tworcy z Zachodu byli poirytowani "nie mozemy zrozumiec calosci przez to powtarzanie, to niepotrzebne, to bezsensowne". Awanturka na sto dwa hihihihi. Izraleska poetka wybeczala swoj wiersz, Japonczyk zanim jeszcze podszedl do mikrofonu zdazyl wykrzyczec kilka razy hasla o pokoju swiatowym, paru mowcow zostalo sila sciagnietych z podium. Grek okazal sie najlepszy, mimo ze jego wystapienie trwalo pare minut. Mielismy nawet reprezentacje Polski, Dariusza mieszkajacego na stale w Wiedniu, podroznika. Nie zachwycil mnie ani swoja tworczoscia, ani swoim nastawieniem do hinduskiej kultury. Moze to ja jestem bardzo surowa, jesli chodzi o ocene rodakow za granica, ale tak bardzo mnie drazni nasze malkontenctwo i arogancja pomieszana z kompleksem nizszosci.
Wieczor na uroczystej kolacji. Myslalam, ze siedzaca przy moim stoliku starsza Dama z Argentyny padnie trupem patrzac jak Hindusi rekoma jedza swoj ryz w tysiacach sosow ihihihihii
Poniedzialek ciag dalszy oficjalek. Szef musi obskoczyc wszystkie imprezki wiec najpierw do Golden Beach Resort'u przy plazy mmmm a potem na uroczystosc z okazji 60-lecia panstwowsci Malezji. Poznalam bardzo ciekawa kobiete, ktora co pare lat z dziecmi i mezem zmienia miejsce zamieszkania czytaj caly swoj swiat. On pracuje w bankowosci, ona jest pania domu, maja 10 latke, 7 latka i 7 miesieczne malenstwo. Rodzice znaja po 4 jezyki, mimo ze pochodza z tego samego kraju to musza porozumiewac sie po angielsku. Dzieci chodza tu do amerykanskiej szkoly i tygodniami placza za kazdym razem kiedy musza zostawiac kolejny kraj. Ona byla jedna z bardziej usmiechnietych i szczesliwych kobiet jakie poznalam w ostatnim polroczu! Sila pozytywnego myslenia...
I dla mnie tez powoli slonce wychodzi zza chmur. W przenosni i doslownie bo dzis pierwszy raz od tygodnia pokazalo sie na niebie :)

9/01/2007

wariactwo


Dzisiaj tak bardzo chcialabym wrocic do normalnosci, znaki mnie oszukuja, nagle przestalam ufac ludziom, mam dosyc tego brudu, za przeproszeniem srania w kucki, bycia obwieszona jak choinka (normalnie w Polsce nie nosze bizuterii) i jedzenia co drugi dzien koziolka...

Chcialbym zeby wszytko wrocilo na swoje miejsce, przestalo sie we mnie przewalac. Znowu zjezdzam z krzywej akulturacji i nie wiem kim jestem ani gdzie jest moj dom. Indie jak kazde miejsce na swiecie maja swoja okrutna, przebrzydla twarz i wlasnie dzisiaj szczerza do mnie zeby. Jestem zmeczona, sama mam za duzo odbic w lustrze, za duzo scenariuszy w glowie. Wszystko sie moze zdarzyc ale dosc juz wiary w przeznaczenie i kazda z moich "ja" probuje chwycic zycie za gardlo. Wracam do zakurzonych problemow samooceny i tozsamosci.

Uh

W tak zwanym miedzyczasie duzo zamieszania na okolo. Praca wre po 9 - 10 godzin na dobe, wszystko idzie w dobrym kierunku choc konca nie widac, codzienne wyjscia.
Sroda - kolacja z Abdullahem, producentem i aktorem filmowym, myslalam, ze nachleptam sie wiedzy o indyjskim przemysle rozrywkowym ale moj towarzysz okazuje sie zaskakujaco nudnym czlowiekiem. Konczymy wieczor z Milena i Relia z Serbii, snujac identyczne opowiesci o czasach dziecinstwa i szurnietych znajomych.
Czwartek - codzienny spacer po plazy z Szefem i Doiry a potem juz same idziemy na aisec'owskie spotkanie zorganizowane przez alumni. Ciekawy wyklad CEO BMW, ktora to firma dopiero pol roku temu weszla na indyski rynek. Biorac pod uwage tutejszy stan drog az glupio by mi bylo sprzedawac tu te samochody. Jak kazdy zachodni inwestor BMW boryka sie z milionem problemow o ktorych juz wspominalam (infrastruktura, organizacja czasu i pracy a do tego jeszcze bardzo skomplikowany system podatkowy i oplat celnych) ale Indie to dobry rynek - najwieksza liczba milionerow w przeliczeniu na glowe. Wieczor konczy sie wyzerka, praktykanci z calego swiata na wlasnym garnuszku czyli jak hieny rzucamy sie na jedzenie hihihiih.
Piatek szef zabiera nas na koncert muzyczny z okazji Swiatowego Kongresu Poetow. Hindusi uwielbiaja oficjalki wiec na pol godziny przepieknej muzyki z Tajwanu, granej na instrumentach ktore po raz pierwszy w zyciu widzialam na oczy, przypada godzina ceremonii. Przemowienia (indyjskie gadulstwo) i wzajemna horonowanie sie nagrodami i jedwabnymi hustami(?)
Indyjski system spoleczny to w wielkim uroszczeniu: kogo znasz, tym jestes. Kregi rodziny, znajomych, partnerow biznesowych sie wciaz przenikaja. Wbrew pozorom w 12 milionowym miescie nie mozna uciec w anonimowosc. Juz dzisiaj zaledwie po miesiacu wchodze do klubu i z biegu witam sie z 10 osobami, ktore przedstawiaja mnie kolejnym 10 i tak dalej. Kolko sie zamyka, wiocha jest szczesliwa. Masakra. Wszyscy sa dla siebie mili, a za placami obrobia ci dupe. Pare tygodni temu jakis fotograf zrobil mi zdjecie w klubie z Ana i Riszma, z Pondicherry dzwonili jakie to mile... Wroclaw to w porownaniu do tego aglomeracja.
I dzisiaj ciag dalszy oficjalek, myslala glupia, ze se poezji poslucha. Przyjechala polowa indyjskich VIPow z bylym prezydentem na czele, ktory wyglada i przemawia raczej jak z lekka szalony filozof a nie polityk. Urzadzilysmy sobie z Doiry loze szydercow hihi ale tak naprawde duzo jest jeszcze dla mnie do zrozumienia w tym kraju tylko czasami sil juz brak i wszystko wariactwo...

ZDJECIE: przejrzala na oczy