
Trudny czas. Za pare dni minie, gleboko w to wierze ale teraz slabo sie czuje co przeklada sie oczywiscie na samopoczucie fizyczne. Ogole oslabienie i dziwny bol gardla sprawily, ze dzisiaj zdecydowalam sie zostac w domu. Zaniepokojeni znajomi z pacy telefonicznie udzielili mi milion rad i pytaja czy na pewno nie pilam wody z kranu. Ich angielski nie obejmuje slowa "gardlo'" ale doskonale rozpoznaja inne - ""goraczka"" na ktore reaguja panika. Odpoczne sobie, uspokoje sie troszke i jutro bede jak nowa.
Upal i bardzo wysoka wilgotnosc. Caly czas wszyscy jestesmy spoceni jak myszy, tylko Kaska, dziewczyna z Polski, z ktora mieszkam, jak gdyby nigdy nic biega w dzinsach i koszuli z dlugim rekawem. Pewnie dlatego, ze siedzi juz tu 8 miesiecy.
W mieszkaniu trwa ciagly ruch. Erik ze Szwecji pojechal na polnoc, Jay z Chin wyjezdza dziasiaj a Yorun z Holandii niedlugo tez rusza w podroz. Tylko dziwczyny czyli ja, Kaska, Yun z Korei i Kirsi z Finladii siedzimy grzecznie w domku pilnowane prez Pasze z Rosji, ktory chyba nigdy stad nie wyjedzie. Niedlugo maja do nas dolaczyc Angielka i chyba ktos z Francji. Codziennie odwiedzaja nas tez dwie Hinduski, pomagaja utrzymac to mieszkanie w jako takim porzadku. Nie znaja angielskiego ale wczoraj odbylam z jedna z nich dluga pogawedke w jezyku migowym:).
Mieszkanie nie rozni sie niczym szczegolnym od tych w Eropie z jedna roznica - mamy tu "szafe na duchy". Ta wneke w scianie zamyka sie rzezbionymi, drewnianymi drzwiami ozdobionymi dzwoneczkami. W srodku jest tylko mala poleczka, na ktorej mozna zrobic sobie oltarzyk i skladac ofiary bogom. Hmmm ciekawe czy mniej religijni hindusi trzymaja w niej miotly? hihihi
W Madrasie pelno jest gawronow, tych samych, ktore w Polsce budza nas w zimie swoim krakaniem. Dziwne wrazenie przy tutejszej pogodzie. Wszedzie tez walesaja sie bezdomne, wychudzone psy i koty, wyjadajace resztki ze smietnkow A fe... Milusie sa natomiast male szare wiewioreczki skaczace zwinnie z palmy na palme. Bardzo bym chciala zobaczyc slonia i malpy ale takie atrakcje zapewnia podobno centrum Delhi.
Wczoraj wraajac z pracy bylam w przepieknej buddyjskiej swiatyni. cisza, spokoj, wszysy sobie medytuja. A propos czytam ksiazke "Mnich, ktory sprzedal swoje Ferrari" i tez probuje cwiczyc swoj umysl. Tzn.: codziennie usiluje sie skoncentrowac na danym przedmiocie, tak by choc przez 10 minut nie myslec o niczym innym. Troche slabo mi idzie, juz w pierwszej minucie pojawia sie jakas irytyjaca mysl np:""czy na pewno wylaczylam zelazko?" hihihi
Staram sie tez myslec pozytywnie czyli kazda negatywna, smutna mysl jak slajdem zastepowac jej przeciwienstwem. Przy obecnym stanie mojej tesknoty za Domem to juz kompletna porazka:) Bede jednak dalej probowac i sie starac i to nie tylko dlatego, ze jestem w mistycznych indiach ale przede wszystkim dlatego, ze chce stac sie lepsza sama dla siebie .... i w konsekwencji tez dla innych.
Upal i bardzo wysoka wilgotnosc. Caly czas wszyscy jestesmy spoceni jak myszy, tylko Kaska, dziewczyna z Polski, z ktora mieszkam, jak gdyby nigdy nic biega w dzinsach i koszuli z dlugim rekawem. Pewnie dlatego, ze siedzi juz tu 8 miesiecy.
W mieszkaniu trwa ciagly ruch. Erik ze Szwecji pojechal na polnoc, Jay z Chin wyjezdza dziasiaj a Yorun z Holandii niedlugo tez rusza w podroz. Tylko dziwczyny czyli ja, Kaska, Yun z Korei i Kirsi z Finladii siedzimy grzecznie w domku pilnowane prez Pasze z Rosji, ktory chyba nigdy stad nie wyjedzie. Niedlugo maja do nas dolaczyc Angielka i chyba ktos z Francji. Codziennie odwiedzaja nas tez dwie Hinduski, pomagaja utrzymac to mieszkanie w jako takim porzadku. Nie znaja angielskiego ale wczoraj odbylam z jedna z nich dluga pogawedke w jezyku migowym:).
Mieszkanie nie rozni sie niczym szczegolnym od tych w Eropie z jedna roznica - mamy tu "szafe na duchy". Ta wneke w scianie zamyka sie rzezbionymi, drewnianymi drzwiami ozdobionymi dzwoneczkami. W srodku jest tylko mala poleczka, na ktorej mozna zrobic sobie oltarzyk i skladac ofiary bogom. Hmmm ciekawe czy mniej religijni hindusi trzymaja w niej miotly? hihihi
W Madrasie pelno jest gawronow, tych samych, ktore w Polsce budza nas w zimie swoim krakaniem. Dziwne wrazenie przy tutejszej pogodzie. Wszedzie tez walesaja sie bezdomne, wychudzone psy i koty, wyjadajace resztki ze smietnkow A fe... Milusie sa natomiast male szare wiewioreczki skaczace zwinnie z palmy na palme. Bardzo bym chciala zobaczyc slonia i malpy ale takie atrakcje zapewnia podobno centrum Delhi.
Wczoraj wraajac z pracy bylam w przepieknej buddyjskiej swiatyni. cisza, spokoj, wszysy sobie medytuja. A propos czytam ksiazke "Mnich, ktory sprzedal swoje Ferrari" i tez probuje cwiczyc swoj umysl. Tzn.: codziennie usiluje sie skoncentrowac na danym przedmiocie, tak by choc przez 10 minut nie myslec o niczym innym. Troche slabo mi idzie, juz w pierwszej minucie pojawia sie jakas irytyjaca mysl np:""czy na pewno wylaczylam zelazko?" hihihi
Staram sie tez myslec pozytywnie czyli kazda negatywna, smutna mysl jak slajdem zastepowac jej przeciwienstwem. Przy obecnym stanie mojej tesknoty za Domem to juz kompletna porazka:) Bede jednak dalej probowac i sie starac i to nie tylko dlatego, ze jestem w mistycznych indiach ale przede wszystkim dlatego, ze chce stac sie lepsza sama dla siebie .... i w konsekwencji tez dla innych.