
Dzisiaj tak bardzo chcialabym wrocic do normalnosci, znaki mnie oszukuja, nagle przestalam ufac ludziom, mam dosyc tego brudu, za przeproszeniem srania w kucki, bycia obwieszona jak choinka (normalnie w Polsce nie nosze bizuterii) i jedzenia co drugi dzien koziolka...
Chcialbym zeby wszytko wrocilo na swoje miejsce, przestalo sie we mnie przewalac. Znowu zjezdzam z krzywej akulturacji i nie wiem kim jestem ani gdzie jest moj dom. Indie jak kazde miejsce na swiecie maja swoja okrutna, przebrzydla twarz i wlasnie dzisiaj szczerza do mnie zeby. Jestem zmeczona, sama mam za duzo odbic w lustrze, za duzo scenariuszy w glowie. Wszystko sie moze zdarzyc ale dosc juz wiary w przeznaczenie i kazda z moich "ja" probuje chwycic zycie za gardlo. Wracam do zakurzonych problemow samooceny i tozsamosci.
Uh
W tak zwanym miedzyczasie duzo zamieszania na okolo. Praca wre po 9 - 10 godzin na dobe, wszystko idzie w dobrym kierunku choc konca nie widac, codzienne wyjscia.
Sroda - kolacja z Abdullahem, producentem i aktorem filmowym, myslalam, ze nachleptam sie wiedzy o indyjskim przemysle rozrywkowym ale moj towarzysz okazuje sie zaskakujaco nudnym czlowiekiem. Konczymy wieczor z Milena i Relia z Serbii, snujac identyczne opowiesci o czasach dziecinstwa i szurnietych znajomych.
Czwartek - codzienny spacer po plazy z Szefem i Doiry a potem juz same idziemy na aisec'owskie spotkanie zorganizowane przez alumni. Ciekawy wyklad CEO BMW, ktora to firma dopiero pol roku temu weszla na indyski rynek. Biorac pod uwage tutejszy stan drog az glupio by mi bylo sprzedawac tu te samochody. Jak kazdy zachodni inwestor BMW boryka sie z milionem problemow o ktorych juz wspominalam (infrastruktura, organizacja czasu i pracy a do tego jeszcze bardzo skomplikowany system podatkowy i oplat celnych) ale Indie to dobry rynek - najwieksza liczba milionerow w przeliczeniu na glowe. Wieczor konczy sie wyzerka, praktykanci z calego swiata na wlasnym garnuszku czyli jak hieny rzucamy sie na jedzenie hihihiih.
Piatek szef zabiera nas na koncert muzyczny z okazji Swiatowego Kongresu Poetow. Hindusi uwielbiaja oficjalki wiec na pol godziny przepieknej muzyki z Tajwanu, granej na instrumentach ktore po raz pierwszy w zyciu widzialam na oczy, przypada godzina ceremonii. Przemowienia (indyjskie gadulstwo) i wzajemna horonowanie sie nagrodami i jedwabnymi hustami(?)
Indyjski system spoleczny to w wielkim uroszczeniu: kogo znasz, tym jestes. Kregi rodziny, znajomych, partnerow biznesowych sie wciaz przenikaja. Wbrew pozorom w 12 milionowym miescie nie mozna uciec w anonimowosc. Juz dzisiaj zaledwie po miesiacu wchodze do klubu i z biegu witam sie z 10 osobami, ktore przedstawiaja mnie kolejnym 10 i tak dalej. Kolko sie zamyka, wiocha jest szczesliwa. Masakra. Wszyscy sa dla siebie mili, a za placami obrobia ci dupe. Pare tygodni temu jakis fotograf zrobil mi zdjecie w klubie z Ana i Riszma, z Pondicherry dzwonili jakie to mile... Wroclaw to w porownaniu do tego aglomeracja.
I dzisiaj ciag dalszy oficjalek, myslala glupia, ze se poezji poslucha. Przyjechala polowa indyjskich VIPow z bylym prezydentem na czele, ktory wyglada i przemawia raczej jak z lekka szalony filozof a nie polityk. Urzadzilysmy sobie z Doiry loze szydercow hihi ale tak naprawde duzo jest jeszcze dla mnie do zrozumienia w tym kraju tylko czasami sil juz brak i wszystko wariactwo...
Chcialbym zeby wszytko wrocilo na swoje miejsce, przestalo sie we mnie przewalac. Znowu zjezdzam z krzywej akulturacji i nie wiem kim jestem ani gdzie jest moj dom. Indie jak kazde miejsce na swiecie maja swoja okrutna, przebrzydla twarz i wlasnie dzisiaj szczerza do mnie zeby. Jestem zmeczona, sama mam za duzo odbic w lustrze, za duzo scenariuszy w glowie. Wszystko sie moze zdarzyc ale dosc juz wiary w przeznaczenie i kazda z moich "ja" probuje chwycic zycie za gardlo. Wracam do zakurzonych problemow samooceny i tozsamosci.
Uh
W tak zwanym miedzyczasie duzo zamieszania na okolo. Praca wre po 9 - 10 godzin na dobe, wszystko idzie w dobrym kierunku choc konca nie widac, codzienne wyjscia.
Sroda - kolacja z Abdullahem, producentem i aktorem filmowym, myslalam, ze nachleptam sie wiedzy o indyjskim przemysle rozrywkowym ale moj towarzysz okazuje sie zaskakujaco nudnym czlowiekiem. Konczymy wieczor z Milena i Relia z Serbii, snujac identyczne opowiesci o czasach dziecinstwa i szurnietych znajomych.
Czwartek - codzienny spacer po plazy z Szefem i Doiry a potem juz same idziemy na aisec'owskie spotkanie zorganizowane przez alumni. Ciekawy wyklad CEO BMW, ktora to firma dopiero pol roku temu weszla na indyski rynek. Biorac pod uwage tutejszy stan drog az glupio by mi bylo sprzedawac tu te samochody. Jak kazdy zachodni inwestor BMW boryka sie z milionem problemow o ktorych juz wspominalam (infrastruktura, organizacja czasu i pracy a do tego jeszcze bardzo skomplikowany system podatkowy i oplat celnych) ale Indie to dobry rynek - najwieksza liczba milionerow w przeliczeniu na glowe. Wieczor konczy sie wyzerka, praktykanci z calego swiata na wlasnym garnuszku czyli jak hieny rzucamy sie na jedzenie hihihiih.
Piatek szef zabiera nas na koncert muzyczny z okazji Swiatowego Kongresu Poetow. Hindusi uwielbiaja oficjalki wiec na pol godziny przepieknej muzyki z Tajwanu, granej na instrumentach ktore po raz pierwszy w zyciu widzialam na oczy, przypada godzina ceremonii. Przemowienia (indyjskie gadulstwo) i wzajemna horonowanie sie nagrodami i jedwabnymi hustami(?)
Indyjski system spoleczny to w wielkim uroszczeniu: kogo znasz, tym jestes. Kregi rodziny, znajomych, partnerow biznesowych sie wciaz przenikaja. Wbrew pozorom w 12 milionowym miescie nie mozna uciec w anonimowosc. Juz dzisiaj zaledwie po miesiacu wchodze do klubu i z biegu witam sie z 10 osobami, ktore przedstawiaja mnie kolejnym 10 i tak dalej. Kolko sie zamyka, wiocha jest szczesliwa. Masakra. Wszyscy sa dla siebie mili, a za placami obrobia ci dupe. Pare tygodni temu jakis fotograf zrobil mi zdjecie w klubie z Ana i Riszma, z Pondicherry dzwonili jakie to mile... Wroclaw to w porownaniu do tego aglomeracja.
I dzisiaj ciag dalszy oficjalek, myslala glupia, ze se poezji poslucha. Przyjechala polowa indyjskich VIPow z bylym prezydentem na czele, ktory wyglada i przemawia raczej jak z lekka szalony filozof a nie polityk. Urzadzilysmy sobie z Doiry loze szydercow hihi ale tak naprawde duzo jest jeszcze dla mnie do zrozumienia w tym kraju tylko czasami sil juz brak i wszystko wariactwo...
ZDJECIE: przejrzala na oczy