8/24/2007

NOCNE ZYCIE JAK W …MADRAS


W piatek zupelnie spontanicznie zdecydowalam sie wyjsc z Kasia na drinka.
Sptkalysmy sie z Anna z Serbii i Rishma z Delhi w jednym z tutejszych barow. To byla “ladies night” czyli dziwczyny dostaja darmowe drinki i drobne prezenciki na do wiedzenia. Nic to, ze jestem tylko szowinistycznym planem marketingowym na przyciagniecie mezczyzn. Bawimy sie swietnie we wlasnym gronie.
Kazda z nas jest zupelnie inna. Kasia – artystka z Kielc, Anna – urodzony PR-owiec (zna chyba wszystkich w tym miescie), Rishma – przesliczna agentka nieruchomosci i ja niewolnik z Polski pracujacy w swoim ngo za kilkadzieisat dolarow miesiecznie hihih.
Wszystkie kluby i bary w Chennai (a jest ich okolo 6 w 12 milionowym miesicie!) sa usytuowane w hotelach. Po pierwsze dlatego, ze Hindusi z poludnia dopiero od niedawna wiedza co to alkohol i impreza a turysci z Zachodu glownie tego szukaja na wakacjach czy w podrozy sluzbowej a po drugie ciezko jest tu zdobyc koncesje i tzw. licencje na rozrywke. Bary sa zamykane o 11 jak w Anglii, po prostu w pewnym momencie zapalaja sie wszystkie swiatla i podpici goscie ociagaja sie z wyjsciem lub jakby zawstydzeni w pospiechu zbieraja sie do wyjscia.
Przenosimy sie do klubu “Pasha”. Tlum niemozebny, muzyka house - popularna tutaj jak w Polsce 5-6 lat temu. Juhu!!! Czulam sie znowu jakbym miala 19 latJ. Potworna drozyzna – drink kosztuje okolo 50 zlotych. W “Pasha” Kaska oglasza konkurs-podryw ale jestesmy tak zajete swoimi babskimi tancami, ze juz nic wiecej nie potrzeba nam do szczescia i tylko zwijamy sie ze smiechu wybierajac potencjalnych kandydatow w krzywym zwierciadle – Konkurs na Najbardziej Wasatego Hindusa Swiata ihihih
Przenosimy sie do kolejnego klubu – jest szansa, ze bedziemy mogly sie pobawic do 2, 3 nad ranem. I pomyslec tylko, ze w Polsce bywalo i tak, ze o 11 rano jeszcze gdzies plasalam. Jedziemy samochodem, jestem swiecie przekonana, ze to taksowka ale okazuje sie, ze to prywatny samochod Rishmy z jej prywatnym kierowca hmmmm
Absolutnie urocza impreza. Trzaski, blyski, wszyscy sie ciesza, tanczymy do rana. Bardzo leniwa Sobota w domku, popoludniowa kawa ze znajomymi i juz wybieramy sie na kolejna impreze. Wczesniej jednak obiad.
W Indiach je sie sniadanie (glownie ryz), lunch okolo 12 (tez ryz) i bardzo pozna kolacje (najprawdopodobniej ryzJ)). Jednak tego wieczoru zamiast ryzu jem we wloskiej knajpie pierwszy prawdziwy, normalny, jedynie sluszny obiad od przyjazdu, skladajacy sie z kotleta, ziemiakow i surowki. Ciesze sie jak dziecko.
Po kolacji idziemy do klubu “Dublin” – kobieta obok mnie nie moze wejsc do klubu bo nie jest odpowiednio ubrana. U nas nazywa sie to selekcja, tutaj to system kastowy. Horendalne sumy za wejscie, pelno bialych. Niespodziwanie spotykamy znajomych z poprzedniego wieczoru. To nie jest juz tak bardzo imprezowa noc, moze dlatego, ze DJ wykrzykuje dziwaczne rzeczy stylu “Fuck life”. Bardzo mi to nie pasuje do Indii. Nie mozna z nikim porozmawiac bo muzyka jest tak glosna i chyba wszyscy jestemy szczesliwi, gdy ta impreza sie konczy. Towarzystwo przenosi sie na afterparty czyli impreze po imprezie. Anna prosi bym pojechala z Rishma. Powod jest prosty – mam byc przyzwoitka. I znowu jej prywatny samochod z kierowca. Rishma traktuje go jak sluzacego. Tutaj to normalne. XIX wieczny koncept sluzby. Nie “gosposi” czy “Pani sprzatajacej” ale takiej osoby, ktora przyniesie Ci snaidanie do lozka I wybierze ciuchy, ktore bedziesz dzis nosic. Fascynujace.
Jedziemy do rezydencji za miastem, przysypiam w samochodzie ale na miejscu niewiele mi trzeba by sie rozkrecic. Dom jest przepiekny – nalezy do Wlocha i laczy w sobie indyjski smak i doryckie kolumny. Przed gankiem – basen. Ludzie sa sobie bardzo zyczliwy. Argentyna, Belgia, Indie, Serbia, Polska, Wlochy. Wiekszosc z nich zna sie od dluzszego czasu ale mimo ze jestem “nowa” czuje sie z nimi jak w domu. Rozmowy o Indiach – dlaczego Europejczycy przyjezdzaja na chwile a zostaja na zycie. Bo Indie maja swoja magie. Filozofia w ktora wierza lokalni dziala. Karma, radosc zycia, czasem slonce czasem deszcz mimo ubostwa i pozornej niesprawiedliwosci. Ludzie sa tutaj szczesliwi. I ja w ten weekend tez sie zakochalam w tym kraju…Robi sie pozno wiec jeszcze tylko nocna kapiel w basenie (dziewczyny dostaja ogromne T-shirty kapielowe:) I wszyscy rozchodza sie spac.
Niedziela: Powrot do Chennai, slodkie lenistwo, spacer po plazy i hamburgery czyli Dzien Dziecka. Wieczorem spotykamy sie z jednym bardzo bogatym, bardzo biednym czlowiekiem. Jest powaznym biznesmenem okolo 40, Francuzem z pochodzenia uzaleznionym od narkotykow. Bardzo mi go szkoda i na do widzenia po europejsku caluje go w policzek. Bardzo niewiele potrzeba by powaznie spaprac sobie zycie…. Potem jeszcze kawa na dachu hotelu, nad brzegiem basenu ( jesli jestes bogaty w Indiach to kraj a raj) i decyduje sie na szalona nocna wyprawe do Pondicherry. Okolo 4 nad ranem zatrzymujemy sie na “kolacje”, kierowca czeka przy samochodzie i moge wreszcie sie dowiedziec o czym tak z przejeciem opowiadal przez pol drogi po tamilsku. Facet przez rok chodzil do swiatymi i skaldal ofiary bogom by zeslali mu zone. No I wlasnie kiedy ja poslubia zaczyna sie “zly miesiac”. Codziennie od godziny 9 do 13 lepiej nie podejmowac zadnych waznych decyzji – osobistych, finansowych etc. Ale jest to tez miesiac calkowitej abstynencji seksualnej, co oznacza, ze nasz Kierowca nie mogl “skonsumowac” swojego zwiazku. Celibat o tej porze roku ma swoje bardzo racjonalne uzasadnienie. Za 9 miesiecy pogoda nie bedzie sprzyjac noworodkom (upal) a w powietrzu moze unosic sie zaraza. No wiec kierowca czeka przez miesiac. I wlasnie w tym dniu kiedy jego szczeslcie ma sie w koncu dopelnic o ironio losu wysylaja go z nami na wycieczke. hihi
Docieramy do przepieknej, francuskiej, kolonialnej rezydencji z parusetletnia historia. To najbardziej romatyczne i egzotyczne miejsce w jakim bylam. Jak z filmow: okiennice, kwiaty, fontanny, zapach stechlizny i lozka z moskiterami. Rano probujemy dobudzic naszego kolege Sai’a ale okazuje sie, ze w nocy oproznil sam butelczyne I za nic w swiecie nie wstanie z lozka. I kto powiedzial, ze Polacy to najbardziej alkoholowy narod swiata nie liacza Rosjan? My spieszymy sie do swoich obowiazkow wiec bedzie musial wrocic autobusem….
Decydyje sie na te miniwakacje z wielkimi wyrzutami sumienia I choc jestem spozniona do pracy wiecej niz tylko chwile nikt nie zwraca tu na to uwagi. Mozesz sie spoznic bez problemu 3 godziny nikt sie nie spyta gdzie byles, najwyzej zostaniesz w pracy te 3 godziny dluzej. Poczucie czasu jest tu zdumiewajace bo w zasadzie go nie ma.
Poniedzialkowy wieczor w domu – Erik ze Szwecji ze swoim bratem Hansem wlasnie wyjezdzaja. Smutne pozegnanie ale chlopaki wracaja w nocy, ich bilet zostal przebukowany na czwartek Pelna chata bo zdazyli juz przyjechac nowi wspolokatorzy Samantha z Anglii (skubana studiuje w Oxford) i Fransua z Francji.
Wtorkowy wieczor w barze z Arifem - przedstwicielem malezyjskiego rzadu i Vaughanem – pol brytyjczykiem, pol portugalczykiem z domieszka krwi afrykanskiej, ktory urodzil sie poza Indiami ale tu mieszka – kiedy mysle o jego tozsamosci przychodzi mi na mysl tylko jedno: obywatel swiata. Takich ludzi jest i bedzie coraz wiecej.
W pracy mam duzo pracy i jestem z tego powodu bardzo szczesliwa – nie ma nic gorszego niz bezczynnie siedziec na tylku I odliczac minuty do wyjscia. Jedynie tylko, ze nie mam chwili by pisac a tyle rzeczy dzieje sie dookola kazdego dnia. No I Pan Rama I Sasi sa zdziweni moim zachowaniem, chyba czuja sie troche urazeni, ze nie siedze pytlujac z nimi tyle co w pierwszych dniach. hmmm Halo! Jestesmy w pracy, tu sie pracuje..,.poza tym mam nie tylko swoje obowiazki ale musze im pomagac czasem w najprostszych rzeczach uh Hindusi J
Zajmuje sie teraz organizacja konferencji o prawach czlowieka – 40 osob z calego swiata w lutym w Chennai na 2 tygodnie. Jest to moj i tylko moj projekt i jedynie Pan Sampath mi pomaga. Na razie pisze wstepne plany i staram sie zorganizaowac hotel. Wczoraj bylam z Panem Rama w czyms co mialo przypominac hotel… Musialam uzyc calej swojej sily przebicia by kierownik administracujny zaczal w koncu za mna rozmawiac o konkretach. Pozycja kobiety w Indiach przy biznesowym stole jet zadna a poza tym wiele czasu musi uplynac zanim Hindusi dobija targu.
I w koncu po 40 minutach picia kawy i jedzenia dziwacznych orzeszkow okazalo sie, ze moze jednak znajda sie jakies wolne pokoje. Idziemy wiec ogladac te “pokoje” – ladnie sie usmiecham ale po powrocie do biura mowie Sampath’owi, ze jesli on chce umiescic Europejczykow w takich warunkach to ktos bedzie mial powazne problemy i to nie chce byc ja. No moze nie bylam taka doslowna ale jutro jedziemy szukac jakiegos innego miejsca.
Jak juz wspominalam Pan Sampath bardzo sie o mnie troszczy i co kiedys mnie niepokoilo (telefon od szefa o 10 wieczorem z pytaniem: Co robisz?) dzis wydaje sie absolutnie normalne i na miejscu. Inna sprawa, ze pomimo swojego doktoratu z prawa, publikacji, konferencji, pelnienia obowiazkow dyrektorskich w kilku firmach (!), bycia doradca prawnym dla kilku kolejnych i 8 stronnicowego CV jest bardzo wyzluzowany.
Przyklad.
W srode jak zwykle po pracy odwozi mnie i Doiry do domu (tzn. nie on sam – jego kierowca). Doiry swoja angielska chinszczyzna tlumaczy, ze idzie dzis na impreze
Pan Sampath: - Super! Bedzie alkohol?
Doiry: - Tak, duzo ludzi byc na imprezie I alkohol tez byc.
Pan Sampath: - To swietnie.
Doiry: No I jacys tez byc ludzie co maja przyniesc narkotyki.
W tym momencie widzialam Doiry (I siebie przy okazji tez) wracajaca do domu.
Pan Sampath: - Naprawde? To milo. Mam nadzieje, ze bedziecie sie dobrze bawic.
O moj boze i on naprawde mial to na mysli!!! Koniecznie trzeba sie urodzic poza Polska by zrozumiec te sytuacje.
W kazdym razie to byla calkiem mila impreza ale nie za wzgledu na narkotyki (ktorych w zasadzie nie bylo bo owi ludzie sie nie pojawili) ale dlatego, ze w koncu poznalam wiekszosc praktykantow z aiesec, ktorzy tak jak ja przyjechali do Indii pracowac, podrozowac, poznawac. Moglabym z nimi wszystkimi siedziec i rozmawaic, rozmawaiac, romawiac… Ale rano wszyscy idziemy do pracy wiec 12 lulu spac.
Wlocze sie po hotelach. Wiem jak bardzo dziwnie to brzmi ale jak juz wspominalam tylko tam mozna znalezc porzadna kawiarnie i w spokoju poplotkowac z kolezanka nie narazajac sie na zaczepki. Wczoraj spotkalam sie z Marina z Serbii – kochana dziwczyna, przypomina mi troche moja dobra przyjaciolke z liceum Madzie L. Ale co to za hotele! India to kraj skarajnosci (moze dlatego swietnie sie tu czuje hihi) wiec jak wielka bieda tak i porazajace bogactwo. Najbardziej dziwaczne jest to, ze w tych skarajnosciach kryje sie rownowaga. Moze wynika to z religii?
Hindusi jak katolicy maja jednego boga w trzech postaciach. Te formy uosabiaja pewne sily. Kreator, Niszczyciel i Kierownik plus ich trzy zony reprezentujace Sile, Bogactwo i Edukacje. A poza tym caly panteon pomniejszych bogow a wszyscy skoligaceni w jedna wielka hinduska rodzine. I jesli Niszczyciel rujnuje, to tylko po to by Kreator mogl odbudowac na nowo, lepiej a wszystko pod okiem Kierownika. Cierpienia sa dobre- ucza i przygotowuja czlowieka na lepsze czasy. I jesli nawet jestem zszokowana jak mozna wierzyc w boga z glowa slonia to tylko dlatego, ze nie pamietam ze tuz obok ludzie modla sie do czlowieka wiszacego na krzyzu. Amen

ZDJECIE: swiatynia buddyjska, ktora mijam codziennie rano jadac autobusem do pracy:)