9/18/2007

HALO


Co z ta Polska? Czy odcielo Wam tam wszystkie linie internetowo-telefoniczne? Nikt sie do mnie nie odzywa... :( Hmmm Halo, halo!



W piatek Szef zorganizowal impreze pozegnalna dla Doiry - Krolowej Lenistwa jak nazywal ja przez caly wieczor. Nawet nie chce wiedziec jak ona sie do niego zwracala w myslach :). Konflikt na linie Indie-Chiny trwa. Bylismy w miedzynarodowym gronie: Niemcy, Litwa, Wlochy, Holandia, Polska, Chiny, Indie. Sampath wynajl sale w jednym z tutejszych zamknietych klubow, przyniosl odtwarzacz CD typu "jamnik" i swym autorytarnym tonem kazal nam pic whisky i tanczyc. Coz trzeba bylo sluchac Szefa...

Doiry bardzo sie cieszy, ze jej praktyka dobiega konca i moze juz wracac do domu. Wydaje mi sie, ze nie byla dobrze przygotowana do wyjazdu i "niespodzinek" jakie oferuja Indie. Po czesci to na pewno wina AIESEC Beijing - organizacja ma obowiazek przygotowac praktykanta na szok kulturowy. Dla Doiry to byl pierwszy wyjazd zagraniczny, nie odnalazla sie w nowym srodowisku, w koncu nie wyszyscy kochaja podroze ( i nie musza: ). Szkoda tylko, ze zamiast szerzyc zrozumienie, tolerancje i wrazliwosc miedzykulturowa w ten sposob AIESEC przyczynia sie do wzajemnej niecheci. Podejrzewam, ze moja kolezanka wroci do swojego kraju i bedzie opowiadac, ze Indie sa beznadziejne. Bardzo szkoda.

W sobote zabieram K. do Pondicherry i powtarzam z nim wycieczke, ktora odbylam pare tygodni temu. Teraz jednak pewne rzeczy postrzegam inaczej a inne widze w nowym swietle. Ta sobota to urodziny Ganesha - Boga z glowa slonia, Kreatora, ktory w jednej z rąk trzyma zwykle naczynie ze słodyczami. Mniam moj ulubiony Bog hihih By uczcic jego swieto Hindusi na ulicach lepia figurki solenizanta z gliny. Zdumiewajace jaki uzdolniony jest ten narod. Rozmawiam z Kasia, ktoa parala sie rzezba w kamieniu, a ktora tu jest szeroko rozpowrzechniona, m.in. ze wzgledu na hordy turystow spragnionych figurek. Kasia mowi, ze oni uzywaja tu renesansowych metod, rzezbia calosc w jednym kawalku kamienia, nie "skladaja" poszczegolnych czesci, co jest bardzo trudne i ryzykowne - gotowa rzeba moze sie rozpasc przy koncowych szlifach. Dziela sa bardzo detaliczne, azurowe. Cudenka.

Swieto troche krzyzuje nam plany bo muzuea i inne atrakcje jak np. kolejka waskotorowa w ogrodzie botanicznym sa zamkniete ale i tak spedzamy z K. mily dzien w Pondi, ktore faktycznie przypomina stare komedie z Louis de Funes. Po poludniu kapiel na plazy w Aurville - zastanawialam sie z czego zyje ta spolecznosc - Francois, moj wspollokator Hindus wychowany we Francji mowi, ze wykorzystuja miejscowa ludnosc do wyrobu ciuchow, ktore sprzedaja za nibotyczne ceny na Zachodzie. Nawet jesli to plotka, jesli tkwi w niej ziarno prawdy...

Wieczorem lapiemy autobus do Machabalipuram, gdzie switowane sa nie tylko urodziny Ganesa ale tez Pashy z Rosji :) Niespodzinka sa fajerwerki na plazy. Mamy troche problemow z tubylcami - boja sie o swoje sieci rybackie, ktore walaja sie na piasku. Maja mocne argumenty "to nasz kraj" jezu, gdyby ktos osmielil sie tak powiedziec w Europie z miejsca przypieto by mu latke "nacjonalista". Oswiecenie, ktorego tu nie bylo?

W niedziele rano chcielismy obejrzec nabrzezna switynie ale niestety okazuje sie, ze wstep jest platny 250 rupii (17 zl), niby nic ale dla tubylcow bilet kosztuje 10 rupii (70 groszy). dla zasady nie place. Taj Mahal jest jeszcze gorszy - 700 rupii dla przyjezdnych, 30 dla miejscowych. Nie jestem turystka a wolontariuszka, moi znajomi, ktorzy sa na praktykach managerskich placa tu podatki. Niesprawiedliwosc. Ale i tak nic nie moze popsuc nam humorow bo reszte dnia spedzamy na basenie w Ideal Beach i jest idealnie. Pasza poznaje jakiegos Rosjaniana, ktory proponuje zebysmy sie zabrali z nim samochodem do Chennai. Mi dwa razy powtarzac nie trzeba choc lubie podroze lokalna komunikacja. Dimitrij pracuje dla konsulatu generalnego Rosji ale jest chamem jakich malo. Rzadko tak mowie o ludziach ale ten czlowiek pobil wszelkie rekordy. Wypadki drogowe w Indiach zdarzaja sie tak rzadko, bo wszyscy sobie ustepuja z drogi. Wyprzedzamy na trzeciego ale z pelna swiadomoscia, ze kierowca z naprzeciwka nie bedzie na tyle dumny (glupi) by spowodowac wypadek. Dimitrij jezdzi po europejsku, wyzywa innych, wystawia przez okno srodkowy palec i w koncu zlosliwie powoduje stluczke. Jako byly bokser wychodzi z auta i chce pobic bogu i ducha winnego Hindusa. Zlatuje sie tlum wszyscy bronia swojego rodaka, w koncu Hindus daje noge. hihihi Europejska arogancja jest tysiace razy gorsza niz tutejsza ignorancja. Co z tego, ze przecietny Hindus nie ma pojecia w jakim stanie lezy Delhi, gdy usmiechniesz sie do niego na ulicy odpowie usmiechem. Co z tego, ze tu wciaz robotnice nosza gruz w naczyniach na glowie asystujac przy budowie ulicy. Co z tego, ze...?

W poniedzialek wiczorem wybieramy sie z K. na joge. Yoga - zjednoczenie ciala i umyslu. Zaczynamy od wibracji. Siedzac po turecku mruczymy "om" by otworzyc kanaly energetyczne w swoich cialach. Bardzo chce mi sie smiac. A potem juz cwiczenia jak na WF z jedna roznica - trzeba sie skupic na ich przezywaniu. Doswiadczyc swojego ciala. Konczymy zajecia relaksacja, prowadzaca prosi bysmy umyslem poprzez skore wnikneli do swego ciala, pomysleli o miesniach, rozluznili je, podzikowali sercu, plucom, zolodkowi i innym organom za to, ze zyjemy. Piekne to bylo. Wtorkowy wiczor takze dla ciala - idziemy na masaz, mmmm, potem jeszcze fryzjer, manicure, czuje sie jak krolewna.

Sroda rano, K. wyrusza w dalsza podroz. Nie wiem kiedy sie zobaczymy. Uczuciowe i emocjonalne HALO